Temat olejków eterycznych i terpenów leśnych gości w moim życiu od około dwóch lat. Moja inklinacja to las i jego żywiczne zapachy. Zainteresowałem się tą tematyką po zapoznaniu się z pracami japońskich naukowców, którzy zorganizowali pewien eksperyment. Otóż odtworzyli w warunkach hotelowych powietrze terpenowe i sprawdzili czy leśne esencje wpłyną na organizm człowieka podobnie jak ma to miejsce w trakcie kąpieli leśnych w naturze. Co się okazało?

Już po jednej nocy rozpylania terpenów leśnych w hotelowych pokojach, ochotnicy badania mieli o 50% wyższy poziom komórek odpornościowych NK (ang. natural killers). Co więcej, komórki te pozostawały obecne w dużej ilości około miesiąca po ekspozycji. Wow!

Wydało mi to na świetną alternatywą dla wycieczek do lasu, kiedy najzwyczajniej nie mogę sobie na nie pozwolić. I oczywiście prostym sposobem na podniesienie odporności swojej i swojej rodziny. Postanowiłem więc rozejrzeć się za odpowiednim sprzętem: urządzeniem do rozpylania olejków, samymi olejkami oraz wyizolowanymi terpenami leśnymi.

Nebulizator do Olejków eterycznych i Terpenów Organic Aromas

Po przejrzeniu dostępnej oferty rynkowej zdecydowałem się przetestować ten nebulizator od Organic Aromas. Urządzenie o nazwie Exquisite nebulizuje, bez konieczności podgrzewania czy dodawania wody, korzystając z zasady Bernoulliego. Pozwala to na zachowanie wszystkich terapeutycznych właściwości olejku.

Zasada Bernoullego to twierdzenie o dynamice płynów, które zapewnia najlepsze wyniki podczas dyfuzji czystego olejek eteryczny. Oto podstawy tego procesu.

  1. Gdy prąd powietrza przepływa przez małą rurkę, prędkość wzrasta, a ciśnienie w punkcie wyjścia jest zmniejszane.
  2. Ta różnica ciśnień tworzy rodzaj ssania, które powoduje, że olejki eteryczne w oddzielnej szklanej rurce unoszą się w górę.
  3. Gdy olejek się unosi, strumień sprężonego powietrza uderza w olejek eteryczny i powoduje jego rozpylanie na mikrocząsteczki wypełniające szklany zbiornik.
  4. Po wejściu do szklanego zbiornika te drobne cząsteczki unoszą się i są emitowane przez szklaną nakrętkę w postaci (bezwodnej) mgły, która jest uwalniana do pomieszczenia.
  5. Pozostałe cząsteczki olejku eterycznego powracają na dno dyfuzora, tworząc cykl, który będzie się powtarzał, aż olej zostanie całkowicie zużyty.

Jakie olejki testowałem?

Stymulujące o poranku i uspokajające wieczorami. Do testów użyłem olejków z serii leśnej Energia Lasu od niemieckiego producenta Primavera, kilku olejków drzew iglastych od DoTerra oraz czystych wyizolowanych terpenów od polskiego TerLab. Były to: alfa-pinen, mircen oraz beta-kariofilen.

Dobre strony

Materiały. Nebulizator marki Organic Aromas to jeden z najładniejszych produktów do olejków eterycznych jakiego używałem. Jakość materiałów jest po prostu wspaniała! Podstawa urządzenia wykonana jest z drewna (moje było pomalowane na czarno) natomiast cała widoczna reszta to szkło. Pokrętło regulacji natężenia nebulizacjo oraz dotykowy włącznik oświetlenia wykonane są z metalu. Olejki oraz terpeny nie mają styczności z plastikowymi elementami a więc nie wchodzą w reakcję z plastikiem. To dla mnie ważny argument przy wyborze urządzenia. Organic Aromas należy się więc zdecydowany plus za wysokiej klasy, zdrowe materiały.

Brak potrzeby użycia wody, co wiąże się z brakiem ryzyka pojawienia się grzybów i pleśni które są plagą dyfuzorów wodnych. Te ostatnie, niewłaściwie eksploatowane potrafią pompować do atmosfery pomieszczenia spore ilości niechcianych gości, takich jak mykotoksyny. W przypadku nebulizatora Organic Aromas nie musimy się tym problemem martwić. Olejek eteryczny nie jest rozcieńczany, co oznacza, że ​​otrzymujesz mocny, czysty aromat. Nie podnosi też wilgotności pomieszczenia, co można również uznać za minus w trakcie sezonu grzewczego lub upalnego lata.

Brak potrzeby podgrzewania olejków, co oznacza że oleje są uwalniane do powietrza w najczystszej postaci. I daje się to wyczuć po intensywności zapachu rozpylanej przez urządzenie mgiełki.

Design. Wygląd jest znacznie bardziej atrakcyjny w rzeczywistości niż na zdjęciach, pomimo, że samo urządzenie jest dużo mniejsze niż się tego spodziewałem.

Regulacja natężenia, która działa bardzo precyzyjnie pozwalając na regulację strumienia mgiełki nebulizowanego olejku.

Wyłącznik światła, który pozwala pozostawić urządzenie aktywnym w akcie snu.

Olejek na start w zestawie. Po rozpakowaniu w zestawie znalazłem olejek 5ml Signature Blend. W składzie między innymi bergamotka i marokański rumianek, a więc działanie tonizujące i uspokajające. Jak już wspomniałem, mnie interesuje jedynie temat leśnych olejków, żywic i terpenów, ale niespodziewana buteleczka ucieszy tych, którzy od razu chcą przetestować działanie urządzenia.

Praca w interwałach. Urządzenie pracuje w interwałach. Po uruchomieniu włącza się automatycznie na 2 minuty po czym wchodzi w stan spoczynku na 60 sekund. To dobry pomysł, biorąc pod uwagę, że nebulizacja czystych olejków generuje dużo intensywniejszy zapach w pobliżu urządzenia niż ma to miejsce przy stosowaniu ultradźwiękowych dyfuzorów.

Oryginał produkowany jest na Tajwanie. Warto o tym wiedzieć, ponieważ rynek zalany jest podróbkami tego nebulizatora produkcji chińskiej.

Do poprawy

Pierwsza rzecz, która nie spodobała mi się zaraz po rozpakowaniu nebulizatora Organic Aromas to umiejscowienie kabla zasilającego. Otóż znajduje się on na froncie rządzenia, a przez to odbiera cały efekt starań projektantów. Zachodzę w głowę co przyświecało osobie przy desce kreślarskiej, że wpadła na taki pomysł. U mnie wygląda to tak, że kabel zawinąłem dookoła urządzenia co niestety wizualnie odbiera kilka punktów z estetyki produktu.

Druga sprawa to oświetlenie. W testowym produkcie umieszczono klinicznie białą diodę LED, która oświetla urządzenie od środka. Efekt jest bardzo ładny i subtelny, ale ten blog nie jest o subtelnościach projektowych tylko o biohackingu. I w tym ujęciu klinicznie biała dioda jest minusem. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię rozpylać olejki dwa razy dziennie. Rano siadając do biurka (np. mięta lub rozmaryn na poprawę koncentracji) i wieczorem w celach relaksacyjnych. I tutaj pojawia się problem.

Zimna, biała dioda sprawia, że nebulizator wygląda jak sprzęt rodem ze sterylnego laboratorium chemicznego. Zupełnie nie idzie to w parze z kojącymi zmysły zapachami i ciepłym, kojącym zmysły otoczeniem nurtu self care (jest tu jakaś jesieniara, która może to potwierdzić? :-). Istnieje co prawda możliwość wyłączenia oświetlenia, ale znowu – odbiera to sporą część satysfakcji z użytkowania.

Gdyby tylko była możliwość zamiany białej diody LED na ciepłe, bursztynowe światło o niskiej emisji sztucznego światła wysokiej energii (HEV- High Energy Voltage). Ideałem patrząc z perspektywy optymalizacji zdrowia byłoby umieszczenie w urządzeniu diody TruRed z 0% światła niebieskiego.

Kolejnym aspektem, który nieprzyjemnie zaskakuje jest ilość “pożeranych” przez urządzenie olejków. W pomieszczeniu o powierzchni 35m2 zapach jest mocno wyczuwalny w pobliżu urządzenia, jednak samo pomieszczenie nie jest tak mocno nasycone molekułami eterycznymi, jak to ma miejsce przy stosowaniu dyfuzora wodnego.

Żeby wypełnić zapachem pomieszczenie 35m2 potrzebujemy tak naprawdę wlać do nebulizatora około 20-25 kropli, czyli 1 ml. Taka ilość starcza na 2 godzinną sesję aromaterapii. Standardowo olejki przychodzą w 5-10ml buteleczkach. A więc używając urządzenia raz dziennie mamy 5 do góra 10 dni na buteleczkę olejku w zależności od pojemności. Od strony ekonomi, to chyba największy minus tego urządzenia.

Na koniec kwestia czyszczenia urządzenia. Tutaj mamy coś za coś. Płacimy za piękny design, technologię rozpylania i wysoką jakość materiałów. W zamian musimy się nastawić na regularne czyszczenie urządzenia- zwłaszcza jeżeli używamy gęstych, olejowych produktów. Nie jest to jednak zbytnio problematyczne. Ja nalewałem do szklanej tuby odrobinę alkoholu, wstrząsałem nią kilku krotnie i wylewałem zawartość. Po odparowaniu alkohol pozostawiał czyste, gotowe do ponownego użytku wnętrze.

Warto też wspomnieć o dźwięku, który emituje włączony nebulizator. Urządzenie wydaje z siebie specyficzny burcząco-bzyczący odgłos. Osobiście nie przeszkadza mi on, ze względu na to, że jest to biały szum o niskim natężeniu więc nie zaburza snu. Specjalna szklana zatyczka, która jest w zestawie nie tylko tłumi te dźwięki ale także koncentruje i kieruje strumień olejków w wybranym kierunku. Mam jednak wrażenie, że części odbiorców mógłby nie przypaść do gustu. Chociaż jak się wsłuchać, to w zasadzie Exquisite mruczy trochę jak kot 🙂

Werdykt

Pomimo swojej relatywnie wysokiej ceny i kilku pomniejszych mankamentów, nebulizator Organic Aromas to dotychczas najlepszy dyfuzor jakiego używałem. Przede wszystkim oferuje wysoką jakość materiałów, bez użycia plastiku. A więc niweluje potencjalne interakcje zachodzące pomiędzy olejkami, a plastikowymi elementami innych produktów do rozpylania olejków.

Dodatkowo technologia bezwodna zapewnia wolność od potencjalnego zagrzybienia urządzenie i wdychania toksyn produkowanych przez pleśnie w trakcie jego eksploatacji. Do ideału jeszcze trochę brakuje (kabel na froncie + dioda z prosektorium 🙂 Warto także brać pod uwagę zasobność swojego portfela. Urządzenie Organic Aromas potrzebuje znacznie więcej olejku od wspomnianych plastikowych dyfuzorów wodnych. Coś za coś, jak zwykle.

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Mam na imię...