Zdrowe opalanie, a raczej zdrowa kąpiel słoneczna to niezbędnik każdego biohakera. Nasi przodkowie czcili słońce. Przez wieki ludzie traktowali je jak sprzymierzeńca zdrowia. Było dla nich życiodajną gwiazdą i wielkim architektem wszystkiego co ich otacza. Już w starożytnej Grecji pojawiła się helioterapia — czyli terapia słońcem. W XIX i XX wieku istniały kliniki helioterapii, gdzie światłem słonecznym leczono gruźlicę, ospę i schorzenia skóry. Bo słońce od zawsze było, jest i będzie niezbędne dla zdrowia.
💡Helioterapia to powrót do kodu źródłowego człowieka. W ujęciu biohackingu to praktyka świadomego wystawiania ciała na światło słoneczne ☀️ aby uruchomić wewnętrzne procesy regeneracyjne, hormonalne i metaboliczne.
W toku 4,3 miliarda lat ewoluowaliśmy w relacji ze słońcem. Zawsze tu było. A ludzki organizm wykształcił głęboką biologiczną wieź z jego światłem. Dzisiaj to biohakerzy odkrywają tę wieź na nowo i kultywują ją jako kluczowy element optymalizacji organizmu. #REWILDING

Tabela zawartości
Słońce to życie. Ciało zna odpowiedź
Ostatnie lata to zmasowana nagonka na słońce przez korporacyjnych ekspertów w śniadaniówkach, którzy najchętniej wysmarowaliby człowieka kremem SPF50+ jeszcze w łonie matki. Odrzucając nonsensy serwowane przez główny nurt, postanowiłem sprawdzić co rzetelna nauka mówi o relacji człowieka ze słońcem. Zaobserwowałem, że sposoby ekspozycji, które Wam przedstawię działają u mnie najlepiej.
Od razu jednak postawmy sprawę jasno. Słońce to kaskadowe zasilanie i wielopoziomowa regulacja, którą Twoje ciało zna od setek tysięcy lat. To ono odpala produkcję D3, serotoninę, beta-endorfiny, tlenek azotu, testosteron i…uśmiech na twarzy. Bo kto nie lubi, gdy latem skóra jest przez nie delikatnie pieszczona, a ciało daje znać, że rozkoszuje się doznaniami płynącymi z plażingu? Ciało zna odpowiedź.
Kąpiel słoneczna to esencja biohackingu.
Każdy kto interesuje się biohackingiem, wie że jednym z jego kluczowych filarów jest ekspozycja na światło słoneczne. Kąpiel słoneczna to esencja biohackingu. Ale ma ona swoje szczegółowo określone zasady. Oto biohakerska formuła na terapeutyczną relację ze słońcem w ujęciu plażowania. Mój postulat: rozruszajmy na nowo kult solarny 🫡

Zdrowe opalanie. Zacznij tutaj
Zdrowe opalanie zaczyna się od wewnątrz. I co najmniej na 3 miesiące przed urlopem. Dlatego rozpocznę od najgorętszego tropu w świecie biohackingu, czyli od
⚡całkowitej eliminacji olejów z nasion.
Dlaczego taki olejowy sabotaż ma znaczenie przy kąpielach słonecznych? Otóż, Twoja skóra to lipidowa matryca zbudowana z tego co jesz. A jeśli karmisz ją codziennie olejem słonecznikowym, rzepakowym i margaryną to nie dziw się, że po 15 minutach na słońcu skwierczysz jak skwarka na patelni.
— Ale co ma olej rzepakowy do oparzeń słonecznych?? Uff. Dobrze, że pytasz. Ma do tego bardzo wiele. Oleje z nasion są turbo bogate w wielonienasycone kwasy tłuszczowe omega 6. Omega 6 w nadmiarze wbudowuje się w fosfolipidy błon komórek Twojej skóry. Problem w tym, że pod wpływem ciepła i promieniowania UV omega 6 łatwo się utlenia. I to właśnie to foto utlenianie lipidów wywołuje reakcje zapalne (zaczerwienienie i pieczenie skóry) i szybsze fotostarzenie oraz podnosi ryzyko oparzeń słonecznych. Dlatego też…
wywalenie z diety olejów z nasion to fundament fotoodpornej skóry
Innymi słowy dieta bogata w oleje z nasion jest powodem szybkiego czerwienienia się skóry po wyjściu na słońce. To tzw. próg rumienia, czyli indywidualny maksymalny czas ekspozycji skóry na słońce bez ochrony, po którym zaczyna się mikrozapalna reakcja (rumień), traktowany jako granica bezpiecznego opalania. Dieta wyładowana kwasami omega 6 to zwiększone ryzyko oparzeń słonecznych przy znacznie krótszym czasie ekspozycji. Twoja skóra traci jedną z naturalnych barier przeciwko fotostarzeniu. Co więc zrobić?
Przebudowa lipidów zamiast kremu z filtrem?
Zanim jeszcze zaczniemy planować urlop w słońcu, zajmijmy się korekcją biochemii błon komórkowych naszej skóry. Brzmi skomplikowanie ale sprowadza się do jednego: beznamiętnie wywalamy z diety oleje z nasion (rzepakowy, słonecznikowy, margaryny) i zastępujemy je RAZ A DOBRZE masłem, olejem kokosowym, masłem klarowanym Ghee oraz smalcem. Jakościowa oliwa z oliwek extra virgin też ujdzie (szukamy szczególnie organic z biodynamicznym certyfikatem Demeter).
💡 Pro tip. Możesz zrobić badanie krwi z określeniem omega-3 index i powtórzyć je po 3 miesiącach po wywaleniu olejów z nasion.

Idealny stosunek kwasów omega 6 do omega 3 w skórze powinien wynosić pomiędzy 1:1 a 3:1. Tymczasem moi znajomi dietetycy, którzy oznaczają index Omega3, biją na alarm, że w Polsce ten stosunek wynosi 15:1 i więcej. Winowajcą jest typowa zachodnia dieta oparta na -surprise, surprise – olejach z nasion. Rezultat już znacie: niski próg rumienia, większa podatność na poparzenia, ostrzejsze reakcje na UV, które dłużej się utrzymują…
👉Ale wspomniana redukcja Omega 6 to nie wszystko. Najlepsze wyniki daje jednoczesna suplementacja Omega 3. Twoja skóra Ci podziękuję. Po 8-12 tygodniach (czyli dwóch-trzech cyklach odnowy naskórka) zobaczysz, że skóra czerwieni się znacznie później, wydłużając czas bezpiecznej kąpieli słonecznej.
🧠 Ciekawostka biohackerska. Badania pokazują, że stosunek Omega 3 do Omega 6 w błonach komórkowych skóry ma lepszą wartość predykcyjną oparzeń niż ilość melaniny(!). Innymi słowy dieta = fototyp metaboliczny. W badaniach interwencyjnych zmiana lipidowa (↓ omega 6, ↑ omega 3) potrafiła podnieść próg rumienia niezależnie od fototypu. Innymi słowy, możesz mieć ciemną karnację, ale jeśli masz bałagan w komórkach będziesz łapać poparzenia niczym biały jak tyłek anioła Norweg.
Sonda
🏖️Przed
Dwa terminy klucze: adaptacja i unikanie oparzeń słonecznych. Jeśli jesteś fanem porannych pryszniców, to przed opalaniem używasz tylko wody, bez mydlin. Dlaczego? Bo nie chcemy zmyć sebum.
💡Warstwa sebum na skórze to naturalna bariera ochronna – coś jak biofilm złożony głównie z lipidów, produkowany przez gruczoły łojowe. Biohakersko rzecz ujmując jest to naturalne SPF i tarcza antyoksydacyjna w jednym.
Innymi słowy, to naturalna ochrona Twojej skóry, która filtruje promieniowanie UV. Jeśli ją zmyjesz przed wyjściem na plażę, zrobisz sobie bubu. Odpowiedni skład sebum może wydłużać naturalne okno opalania. A na tym nam przecież zależy! Także prysznic z użyciem mydlin zostawiamy na wieczór. I później niż Ci się wydaje. Ale o tym za chwilę. Najpierw dojedziemy jeszcze oleje z nasion.
Otóż dieta bogata w omega 6 z olejów z nasion zmienia profil sebum – staje się ono bardziej prozapalne i łatwiej ulega utlenieniu pod wpływem słońca. To na wypadek, gdyby nadal brakowało Ci motywacji, do wywalenia tego szitu z diety.

👉 Przejedźmy płynnie do regulacji zegara dobowego. To może Cię zaskoczyć, ale Twoją pierwszą linią obrony przed oparzeniami słonecznymi nie jest krem SPF, tylko rytmy dobowe i poranne światło. Kiedy zaraz po przebudzeniu wystawisz oczy i skórę na światło słoneczne (bez okularów przeciwsłonecznych), Twój mózg dostaje jasny komunikat – 🧠Dzień się rozpoczął, czas odpalić mechanizmy ochronne! Światło poranne synchronizuje szyszynkę, podwzgórze i skórne zegary biologiczne, uruchamiając endogenne systemy fotoprotekcji. Organizm zwiększa produkcję melaniny i aktywuje enzymy antyoksydacyjnych.
💡Uwaga! Noszenie okularów przeciwsłonecznych od rana to sabotaż. Blokując światło, opóźniasz uruchomienie biologicznej tarczy i wychodzisz na słońce goły i wesoły – bez aktywowanej melanogenezy, bez ostrzeżenia dla skóry, bez wewnętrznego filtra. Efekt do przewidzenia. Oparzenia przy znacznie krótszej ekspozycji.
⚡Budowanie odporności skóry. 3 topowe suplementy 🏖️
- Astaksantyna. Najlepiej zacząć suplementację na 4 tygodnie przed urlopem i stosować kolejne 4 tygodnie po jego zakończeniu. A jeszcze lepiej stosować astaksantynę przez całe lato, kiedy spędzamy dużo czasu na letnich wyjazdach, czy działce. Po co? Bo to rewelacyjna ochrona DNA przed uszkodzeniami + większa tolerancja skóry na UV. Od kilku lat stosuję ten produkt.
- Omega 3. Wydłużenie czasu bezpiecznej ekspozycji, o czym pisałem wyżej. Podobnie jak astaksantyna najlepiej działa stała, codzienna suplementacja – np. min. 1000 mg EPA/DHA dziennie – z wyprzedzeniem kilku tygodni przed okresem intensywnego plażowania. Stosuję ten topowy od Norsan.
- Bio-Karoten. Bio-karoten (prowitamina A) pełni kluczową rolę w naturalnej fotoprotekcji skóry. Gromadzi się w naskórku i neutralizuje wolne rodniki powstające w wyniku ekspozycji na promieniowanie UV, zmniejszając ryzyko poparzeń słonecznych oraz wspierając równomierną pigmentację. Sprawdzony produkt jakości farmaceutycznej oferują Szwedzi.

🏖️W trakcie
Naszym zadaniem jest czerpać korzyści biologiczne ze słońca, w bezpiecznym oknie ekspozycji. I zrobić wszystko aby zapobiec oparzeniu skóry. Z braku wiedzy, którą zgromadziłem w tym artykule, poparzenie słoneczne II stopnia przytrafiło mi się 3 razy w życiu. Warto od razu nadmienić, że zaczerwienienie skóry (rumień) ≠ oparzenie słoneczne II stopnia (bąble). To dwie różne sytuacje.
- 🔴Zaczerwienienie i pieczenie to reakcja zapalna (I stopień). Wynika z rozszerzenia naczyń krwionośnych i mikroobrzęku skóry.
- 🔥Oparzenie słoneczne (II stopień) to już uszkodzenie głębszych warstw skóry, które objawia się pęcherzami z osoczem (bąblami), bólem, czasem gorączką, dreszczami i odwodnieniem. Not good. Wymaga gojenia, a naskórek złuszcza się całkowicie. Zostawia po sobie ryzyko trwałego uszkodzenia DNA (!). Występuje przy drastycznym przekroczeniu dawki UV. Nigdy do tego nie dopuszczaj.

Każda skóra ma swój zegar słoneczny. Musisz wyczuć swoje bezpieczne okno ekspozycji. Jak to zrobić? Po uporządkowaniu stosunku omega 3/omega 6 w skórze, warto zadbać o adaptację do słońca. To taka fotonowa rozgrzewka. I tutaj klucz. Kiedy już wylęgniesz na plażing, obserwuj czas, a nie skórę. Rumień (zaczerwienienie), czyli nasz próg ekspozycji nie pojawia się od razu.

Sam próg jako sygnał z ciała pojawia się z opóźnieniem. Dlatego przez pierwsze dni kąpieli słonecznych liczę czas ekspozycji. Dla mojej karnacji, która jest naturalnie ciemniejsza, pierwszą godzinę pierwszego dnia plażowania spędzam na słońcu bez dodatkowej ochrony (skóra jaśniejsza wymaga odpowiednio krótszego czasu ekspozycji). Potem smaruję skórę naturalnym olejkiem/kremem łojowym (patrz niżej). Tego dnia staram się nie przekraczać łącznie 3 godzin spędzonych w pełnym słońcu. Czas jest kluczowy, ale jeśli zaczynasz czuć skórę to prawdopodobnie zbliżasz się do progu → schodź ze słońca.
Następnie obserwuję swoją skórę po 24h. Jestem zoptymalizowany, dlatego z reguły nie pojawia się u mnie zaczerwienienie. Jeżeli to, kolejne dni urlopu płyną według schematu: dwie pierwsze godziny plażowania bez dodatkowej ochrony. Następnie smarowanko, bez względu na to jak długo zamierzam korzystać z plaży/oceanu. U mnie skutkuje to piękną, równomierną opalenizną i tym fantastycznym uczuciem podładowania baterii i głębokiego wypoczęcia. Ten efekt to nie tylko rezultat takiego hartowania skóry, ale także efekt antyoksydacyjny płynący z astaksantyny i oleju Omega 3. Najzwyczajniej w świecie czuję jak słońce mnie leczy☀️➜😊.

Kiedy wychodzę na plażę? Od świtu do południa. Potem sjesta. I od 16 do wieczora. W mojej rutynie te okienka sprawdzają się najlepiej.
💡Ważne. Unikam słońca w zenicie. Umówmy się – w upalne lato, pomiędzy godziną 12-16 ekspozycja na bezpośrednie słońce na środku plaży nie jest najmądrzejszym pomysłem. I żaden biohacking tego nie zmieni. Szukam wtedy cienia, albo ewakuuję się do pomieszczenia. To dobry czas na sjestę. Nie przeginaj ze zwodniczym “jeszcze pół godzinki”. Te właśnie te nadmiarowe pół godzinki może skutkować oparzeniem i jego przykrymi konsekwencjami.
👉Czym się smarują biohakerzy, jak już się muszą posmarować? Tutaj mam dwie propozycje. Naturalne kremy z łoju wołowego, np. ten z cynkiem od polskiego Beyond Functional Food. Jeśli jesteście mocno owłosieni i chcecie uniknąć mozolnego wcierania kremu przez gąszcz sierści, rozwiązaniem będzie olejek z naturalną foto protekcją. Do polecenia mam ten od Alphanova. Lub ten balsam o jeszcze lepszym składzie.

💡Niektórzy biohakerzy decydują się rezygnować z filtrów, stawiając na stopniowe hartowanie skóry i ochronę dietetyczną. Tylko większość z nich zdaje się mieszkać nad oceanem (Dave Asprey California, Paul Saladino Costa Rica etc.) gdzie mają ponad 300 dni słonecznych w roku. Ich adaptacja do słońca to nie jest adaptacja chłopaka znad Wisły, który plażę widuje dwa razy do roku wyrwany z domowego biura.
Przy tej okazji od razu dorzucę naturalny repelent. Komary raczej unikają plaż, czego nie można powiedzieć o innych owadach. Do tej pory mam na łydkach blizny po ukąszeniach sand flies w Tajlandii. Fucking assholes! Ten specyfik powinien zrobić robotę. Robi kiedy to piszę przy otwartym oknie. Przeciwko komarom spisuje się doskonale.

👉Nawodnienie. Zasada jest prosta. W upalne dni pijesz zanim poczujesz pragnienie. Wysokozmineralizowana woda w szkle będzie najlepsza. Możecie też zabrać ze sobą te elektrolity od Puromedica. Używają ich polskie jednostki specjalne i zawodowi sportowcy. Jeśli wolicie coś z naturalnym aromatem i smakiem, to te elektrolity o smaku jabłkowym są rewelacyjne.
👉Okulary przeciwsłoneczne? I tak i nie 🙂 Oko to tak naprawdę, zewnętrzna część mózgu. I potrzebuje światła słonecznego tak jak płuca potrzebują powietrza. Rano, do godziny 11:00, nie zakładam żadnych okularów przeciwsłonecznych. Chcę, aby światło poranne – szczególnie niebieskie i UVB – dotarło do siatkówki i skóry. To kluczowe dla synchronizacji rytmu dobowego i uruchomienia naturalnych mechanizmów ochronnych przed promieniowaniem.


Po 11:00, gdy intensywność UV rośnie, sięgam po okulary prosłoneczne SunShield – specjalistyczne szkła, które przepuszczają aż 95 % światła czerwonego i podczerwonego, jednocześnie chroniąc fotoreceptory przed nadmiarem UV. W odróżnieniu od klasycznych przyciemnianych modeli (10–30 % przepuszczalności), SunShield nie oszukują organizmu – pozwalają oku „widzieć” światło dzienne, dzięki czemu mechanizmy obronne skóry pozostają aktywne.
W sytuacjach silnej ekspozycji (jazda na rowerze, hiking, sporty wodne), klasyczne okulary z dobrym filtrem UV mogą być pomocne – ale noszone z rozsądkiem. Nie nosiłbym ich non stop między 11:00 a 16:00, żeby nie ryzykować efektu oszukania skóry. Badania sugerują, że oko nie widząc ostrego dziennego światła, nie przekaże do skóry sygnału o alarmie UV. To może upośledzić mechanizmy obronne i łatwiej się spalisz.
Za to po godzinie 16:00 – ściągam okulary całkowicie. Światło staje się miękkie, czerwone i terapeutyczne – idealne do regeneracji mitochondriów i odnowy skóry po całym dniu.To moment na ładowanie baterii, nie chowanie się za filtrami.

🏖️Po
👉Podobnie jak przed plażowaniem, w moim podejściu, po plażingu rezygnuję z prysznica z mydlinami. Oczywiście, możemy spłukać z ciała piasek, pot i sól, oraz ochłodzić się po kąpieli słonecznej, ale nie używamy żadnych detergentów. Zanim użyję mydła 🕓 czekam 2–3 godziny Dlaczego? Z dwóch powodów.
Po pierwsze primo, pozwoli to skórze zakończyć reakcje fotochemiczne i rozpocząć proces melanogenezy. Cząstki fotokonwersyjne obecne w naskórku i sebum, nadal przechodzą przemiany pod wpływem resztkowego światła UV i temperatury (np. 7-dehydrocholesterol, prekursor witaminy D3). Proces ten trwa nawet kilka godzin po zejściu ze słońca.
Po drugie primo, przez te kilka godzin po opalaniu trwają procesy regeneracji skóry związane z cząstkami obecnymi w warstwie sebum, które np. aktywują enzymy naprawcze. Po ekspozycji na słońce, Twoja skóra nie kończy pracy, wręcz przeciwnie – rozpoczyna głęboko złożony proces regeneracji, sygnalizacji i adaptacji. A sebum jest jego nieodłączną częścią. Teraz wiesz, dlaczego pod żadnym pozorem nie zmywamy go ze skóry zaraz po kąpieli słonecznej.
👉Czym smarować skórę w razie zaczerwienienia i pieczenia? Jeśli już się pojawiło, to skórę w razie potrzeby posmarować hydrolatem lub np. tą organiczną emulsja na bazie wyciągu z aloesu i granatu.

👉Pamiętaj aby na urlopie trzymać michę. Nie chodzi tutaj o restrykcje, bo wiadomo, jest urlop i chcę nie myśleć o dietach, sretach, pierdytach. No OK. Ale chcesz też mieć zdrową, piękną skórę. Co gorsza, nawet krótkie załamanie diety na wakacjach może podbić Twoją fotowrażliwość. Damn! Jak to ograć kiedy nie masz kontroli nad kuchnią, w której utleniony olej rzepakowy leje się zapewne litrami? Co można zrobić?
Kilka rzeczy. Tutaj z pomocą znowu przychodzi suplementacja Omega 3 i astaksantyną. Jeśli hotel posiada grill bar, przynoś kucharzowi masło ze stołu i poproś żeby smażył Twoje stejki na nim. Pij do śniadania napar z zielonej herbaty. Jedz dużo arbuza, który zawiera znacznie więcej likopenu niż pomidory. Jedz marchewki, jagody i borówki. Ja zabieram arbuza, marchewki, melona i borówki jako snacki na plażę. Codziennie 🙂
Dla utrzymania właściwego rytmu dobowego, idealnie byłoby zakończyć dzień wieczorną ekspozycją na zachody słońca (bez okularów przeciwsłonecznych!). Oczywiście po zmroku i na 2 godziny przed pójściem spać nakładamy okulary blokujące niebieskie światło. Ale o tym biohakerom przypominać nie trzeba. Udanego urlopu i zdrowego plażowania!
Zostaw piwko na zachód słońca, czyli rzecz o alkoholu
Na urlopach Polacy lubią sobie pociągnąć z gwinta i kieliszka. Zwłaszcza kiedy do dyspozycji mamy otwarty bar na ultra oł inkłuzif. Problem w tym, że już jeden drink może obniżyć odporność skóry na promieniowanie UV nawet o 20–25% (Wang i wsp., 2010). Mówimy tu o realnym osłabieniu mechanizmów naprawy DNA, obniżeniu poziomu antyoksydantów i…generalnie katastrofie w zwolnionym tempie.
“O k**wa, skóra schodzi mi płatami”.
– Janusz do Grażyny po 6 drinkach poprzedniego dnia

Autorzy tego badania wskazują, że metabolity alkoholu (jak aldehyd octowy) mogą działać jak fotouczulacze. Nie dobrze. Dlatego unikaj opalania po spożyciu. Jeśli już musisz sobie łyknąć urlopowo (a oboje wiemy, że nie musisz), zostaw alkohol na powrót z plaży lub na zachód słońca 🌅 Zaburzy Ci w cholerę fazy snu, ale przynajmniej ujdziesz bez oparzeń słonecznych. A na plaży nawadniaj się wodą mineralną, a nie cydrem.
Lista kontrolna do walizki [PDF + klikalne linki]
🧳Co spakować?
Oto lista wszystkich produktów wymienionych w artykule. Poniżej klikalne linki do najwyższej biohakerskiej jakości. Na część z nich w modelu afiliacji działa $kod: BIOHAKER.
- bioastaksantyna,
- olej omega 3,
- bio-karoten z witaminą E
- okulary prosłoneczne Sunshield,
- okulary blokujące niebieskie światło,
- elektrolity lub te o smaku jabłka z inuliną
- krem z SPF na bazie łoju,
- naturalny repelent na komary i inny badziew,
- oliwka z filtrem naturalnym lub ten balsam z filtrem naturalnym
- naturalne mydło z łoju BFF lub syryjskie mydło z Aleppo w kostce z olejem laurowym 5 %, np. Alepia. Sztos!
- hydrolat z aloesu po opalaniu oraz to genialne serum do twarzy z astaksantyną
Zdrowsze zamienniki olejów z nasion:
Źródła
Potential Benefits of Omega-3s for Skin and Hair [Healthline]
3 mies. 4 g/d EPA zwiększyło MED i obniżyło poparzeniową ekspresję p53 [PubMed]
Suplementacja 10 g oleju rybiego (2,8 g EPA + 1,2 g DHA) przez 3–6 mies. podniosła minimalną dawkę rumieniową [PubMed]
(Pappas, 2009): Skład sebum odzwierciedla aktualny bilans kwasów tłuszczowych w diecie [PubMed]
O CZŁOWIEKU, KTÓRY WYSZEDŁ NA SŁOŃCE, S. Kilichowski [eBook]
W pogoni za Słońcem, L. Geddes [książka]
Induction of skin carcinogenicity by alcohol and ultraviolet light [PubMed]
—
Informacje zawarte w niniejszym artykule mają charakter wyłącznie edukacyjny i nie stanowią porady medycznej, diagnozy ani zaleceń terapeutycznych. Autor nie jest lekarzem i nie udziela świadczeń zdrowotnych w rozumieniu przepisów prawa. Przed zastosowaniem jakichkolwiek informacji lub zaleceń zawartych w tej publikacji, czytelnik powinien skonsultować się z odpowiednim specjalistą, takim jak lekarz, farmaceuta czy dietetyk. Autor oraz wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za jakiekolwiek szkody wynikające z zastosowania informacji zawartych w artykule bez uprzedniej konsultacji z profesjonalistą. Publikacja nie jest zamiennikiem indywidualnej porady medycznej i nie powinna być traktowana jako taka.











