Jak to robią inni? Specjaliści i entuzjaści optymalizacji ciała i umysłu odpowiadają na dziesięć pytań o filozofię stylu życia, zdrowe nawyki i biohacking. 10 pytań i 10 topowych wskazówek. Dobre praktyki. Małe zmiany. Duże rezultaty.

Kto?

Agata Jurkowska aka Tłusta Agata. Dietetyk kliniczny, trener personalny, pasjonatka chronobiologii i życia zgodnego z naturą. Założycielka grupy mięsożerców na Facebooku, która liczy już niemal 22 tysiące członków. Prowadzi kanał na YouTube dotyczący zdrowia i chronobiologii.

🌅Jak zaczynasz dzień? Jak wygląda Twoja rutyna poranka?

Dzień rozpoczynam zimnym prysznicem i jest to pierwsza rzecz, którą robię z rana. Zimny prysznic wprowadziłam w swój poranek jakieś 4 lata temu i na dzień dzisiejszy nie wyobrażam sobie, aby mój dzień rozpoczął się inaczej. Poranna ekspozycja na zimno naturalnie podnosi poziom katecholamin (dopaminy, noradrenaliny i adrenaliny) co znakomicie mnie wybudza, podnosi moją czujność oraz daje mi motywację do działania na cały dzień.

Staram się budzić bez budzika, jednak czasem zdarza mi się z niego skorzystać i wtedy ekspozycja na zimno z samego rana doskonale stawia mnie na nogi 🙂 Kolejną czynnością którą wykonuję jest wyjście na zewnątrz. Tutaj załatwiam trzy sprawy:

  • Po pierwsze poranna ekspozycja oczu na światło słoneczne resetuje jądra nadskrzyżowaniowe (główny zegar biologiczny w mózgu).
  • Po drugie wyjście za zewnątrz jest też poranną praktyką uważności. Zabieram z domu moją czerwoną poduszkę do medytacji, idę do lasu i około 15-20 minut medytuję. Bardzo lubię robić to w naturze, ponieważ podążanie za głosami natury, za śpiewem ptaków, szumem wiatru/deszczu niemal w 100 procentach pozwala mi wyciszyć moje wewnętrzne gadanie. Przeważnie jest to zwykła medytacja, czasem połączona z treningiem oddechowym.
  • Trzecia kwestia, którą załatwiam wracając z lasu to praca nad poprawą tolerancji na dwutlenek węgla. Po powrocie do domu jem obfite śniadanie (no chyba że robię post, to wtedy tą czynność pomijam), które resetuje moje organy wewnętrzne i informuje je, że rozpoczął się dzień.

Nie spożywam kawy, do śniadania przeważnie piję bulion długogotowany na kościach szpikowych. Po śniadaniu wsiadam w samochód lub na rower (w zależności od tego jaki mam trening) i jadę na siłownie. Nie spożywam węglowodanów, więc nie mam potrzeby “odpoczywania” po śniadaniu przed samym treningiem 😉

Przez ostatnich 15 lat do codziennej porannej rutyny dochodził spacer z Bexą (moim pieskiem). Niestety Bexa odeszła w 2023 r. Pies jest wspaniałym stworzeniem, który doskonale pozwala realizować elementarne założenia regulacji naszego rytmu okołodobowego, czyli poranną (także wieczorną) ekspozycję na światło słoneczne.

Oczywiście oprócz aspektów związanych ze światłem, większą aktywnością fizyczną (zwłaszcza jak się mieszka na 4 piętrze 😉 ) dochodzi oksytocyna, co w efekcie ma kolosalnie pozytywny wpływ na zdrowie człowieka. Według badań posiadanie psa przedłuża życie człowieka średnio o 10 lat! Także polecam adopcję psiaka. Mi aktualnie zostały dwa wspaniałe koty, Filemon i Bonifacy. Jest jeszcze trzeci, młody kotek Franek. Być może nie realizuje z nimi założeń chronobiologii (są to koty nie wychodzące), ale oksytocyny na pewno mi nie brakuje 😉

Oprócz czynności, które robię są jeszcze takie, których unikam, czyli nie zaglądam do telefonu, mediów społecznościowych, nie czytam maili, wiadomości, staram nie rozpraszać się i nie zaśmiecać sobie mózgu sztuczną dopaminą (przynajmniej pierwsze dwie godziny po przebudzeniu).

Myślę, że każdy z nas świadomie powinien wybierać skąd i kiedy pozyskuje dopaminę.

Niestety żyjemy w czasach w których nasze relacje z dopaminą uległy kolosalnej przemianie. W czasach, kiedy żyliśmy w trybie łowców-zbieraczy źródła, z których czerpaliśmy dopaminę były bardzo ograniczone i polegały na zaspokajaniu potrzeb naszego gadziego mózgu. Dziś duża część naszego społeczeństwa zaczyna i kończy dzień z telefonem.

Bardzo często są to szorty, które ludzie potrafią oglądać godzinami. I nawet, jeśli przewijają się w nich wartościowe informacje, po godzinie oglądania tak naprawdę nie pamiętają z tego nic. Szorty to takie dopaminowe szoty w dzisiejszych czasach hiperkonsumpcjonizmu.

💡 Zalewanie się sztuczną dopaminą od samego rana obniża nie tylko naszą motywację do działania w ciągu całego dnia, ale także naszą produktywność, sprawczość czy satysfakcję z pokonywanych trudności. Jeśli mam wybór, zawsze idę w stronę natury, a nie technologii.

💊Jaka jest Twoja topowa 5 suplementów diety i dlaczego?

Prawdopodobnie Cię zaskoczę, ale na to pytanie nie mam zbyt wiele do powiedzenia 🙂 Na szczęście na diecie Carnivore tak naprawdę wszelka suplementacja jest zbędna. Oczywiście pod warunkiem że Twój przewód pokarmowy czy inne organy pracują prawidłowo. Moja lista suplementów jest bardzo okrojona. Znajdują się na niej elektrolity (magnez, potas oraz sód, który pozyskuję z soli) oraz jod w postaci płynu Lugola.

Myślę, że warto poruszyć temat soli, ponieważ przez media głównego ścieku jest ona cały czas demonizowana. Słyszymy, że sól jest powodem nadciśnienia tętniczego i zatrzymuje wodę w organizmie. Chyba większość czytelników Biohakera ma już świadomość, że powinniśmy robić dokładnie odwrotnie niż mówią w telewizji 😉

💡 Sól jest kluczowym elementem zdrowia człowieka. Skład soli to chlor i sód, gdzie chlor jest substratem do wytwarzania kwasu solnego w żołądku, a duża część moich podopiecznych ma problem z achlorhydrią czy hipochlorhydrią. Sód natomiast jest składnikiem pompy sodowo-potasowej, która jest obecna w każdej komórce naszego ciała.

Sole nierafinowane (kłodawska, celtycka) pełne są innych ważnych mikro i ultraelementów niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. W czasach kiedy żyliśmy w trybie łowców zbieraczy piliśmy krew zwierząt i właśnie stąd pozyskaliśmy elektrolity.

Poza tym woda w środowisku naturalnym w tamtych czasach była dużo bardziej wartościowa pod względem zawartości minerałów. Suplementacja solą jest istotna zwłaszcza dla osób, które stosują diety nisko/zero węglowodanowe, gdzie poziomy naszej insuliny często spadają bardzo nisko, nawet poniżej wartości referencyjnych.

Na dietach limitujących węglowodany, sól jest dla nas istotnym źródłem dopaminy. Często osoby przechodzące na dietę keto czy carnivore zauważają u siebie ochotę na słodkie przekąski. Wystarczy podnieść wtedy ilość soli w diecie i uspokoić swój ośrodek nagrody.

Kolejnym suplementem o którym warto wspomnieć jest jod. Dieta przeciętnego Japończyka dostarcza 5-15mg jodu na dobę, co stukrotnie przekracza zalecaną dawkę dla Europejczyka, a dawkę uznaną za bezpieczną przekracza 14-28 razy!!! Nie tylko Twoja tarczyca potrzebuje jodu. Potrzebują go także jajniki, gruczoł piersiowy, prostata, układ nerwowy, wątroba, nasze błony śluzowe itd. Jodowanie soli dziś to także temat kontrowersyjny. Kiedyś sól jodowana była jodkiem potasu, dziś używany jest jodan potasu, który jest substancją drażniącą przewód pokarmowy, oddechowy, oczy czy skórę. Jest to tak żrąca substancja, że osobom pracującym z jodanem zaleca się szczególną ostrożność.

Poza tym jodan w przeciwieństwie do jodku może powodować uszkodzenia tarczycy. Osobiście wybieram naturalną, nieoczyszczoną, nierafinowaną, niejodowaną sól (kłodawska, celtycka), a do tego suplementacja płynem Lugola, który oprócz czystego jodu ma w swoim składzie właśnie jodek potasu. Jeśli chodzi o dawki, to przeciętnie są to 2-3 krople e.d. [do uzupełnienia – jaki % płynu Lugola? – Biohaker] Jeśli walczę akurat z jakąś infekcją to zwiększam dawkę do 5-6 kropli. Jod ma właściwości antybakteryjne i antywirusowe, oraz wspomaga produkcję przeciwciał.

Na koniec zostawiłam mój ulubiony suplement, a mianowicie melatoninę 🙂 Większość ludzi uważa, że melatonina to hormon snu, co nie jest do końca prawdą. Melatonina jest hormonem ciemności, ponieważ u zwierząt prowadzących nocny tryb życia melatonina wydzielana w nocy wprowadza je w stan czuwania 🙂 Także bardziej precyzyjne określenie to hormon ciemności.

Większość ludzi uważa także, że melatonina jest produkowana przez szyszynkę. I znowu jest to tylko częściowa prawda. Melatonina rzeczywiście produkowana jest w naszych mitochondriach w szyszynce, ale nie tylko. Praktycznie każdy nasz narząd, np. skóra, jelita, wątroba, trzustka, nerki, gonady itd również produkują melatoninę. Melatonina jest naszym najważniejszym chronobiotykiem, ale jej cudowne właściwości tutaj się nie kończą.

Melatonina jest także naszym najsilniejszym antyoksydantem, jej działanie jest silniejsze od działania glutationu. Wszyscy wiemy, że sen jest nam potrzebny do regeneracji ciała i umysłu i to właśnie melatonina jest tą cząsteczką, która naprawia wszystko to, co popsuliśmy w stanie czuwania. Warto spojrzeć na melatoninę tak samo jak na witaminę C 😉 Nie mam melatoniny w stałej suplementacji, ponieważ nie choruję na żadne choroby chroniczne, natomiast u moich podopiecznych w wielu przypadkach stosuję suplementację melatoniną.

W każdej chorobie chronicznej mamy do czynienia z zaburzonym zegarem biologicznym, a melatonina synchronizuje nasz endogenne zegary ze środowiskiem. Poza tym w wielu jednostkach chorobowych (zwłaszcza insulinozależnych) mamy do czynienia z polimorfizmami receptorów melatoniny co często prowadzi do hipomeltoninemii.

Osoby pracujące na zmiany nocne oraz osoby, które często zmieniają strefy czasowe, to kolejne grupy, które mogą osiągnąć wiele korzyści z suplementacji melatoniną. Również przy konwencjonalnych metodach leczenia chorób nowotworowych (chemioterapii i radioterapii) melatonina będzie środkiem wspierającym i ochronnym. Mam wrażenie, że melatonina jest trochę niedoceniana i bagatelizowana, gdyż sprowadza się ją do zwykłego suplementu, a przecież jest hormonem i jej dobroczynne działanie na organizm człowieka jest kolosalne!

📙Jaką książkę /film /podcast każdy powinien obejrzeć/ przeczytać/ posłuchać?

Trudne pytanie…Jest tego naprawdę sporo. Myślę, że w pierwszej kolejności wymieniłabym jedynego w swoim rodzaju, genialnego i konkretnego profesora Andrew Huberman’a 🙂 Tutaj mogę polecić wszystkie podcasty dotyczące snu, światła, ekspozycji na zimno, ciepło, dopaminy, hormonów itd. Polecam zarówno podcasty, które nagrywa sam Huberman jak i te z gośćmi. Jego wiedza jest ogromna i jeśli komuś zależy na tym, żeby zrozumieć jak funkcjonuje nasz organizm i jak wpływa na niego środowisko, zdecydowanie jest to kanał na YT, który polecam.

Na drugim miejscu wymieniłabym Mariannę Gierszewską i kanał “Okolice ciała”. Marianna prowadzi kanał, w którym mówi przede wszystkim o relacjach, o naszym wewnętrznym dziecku, o tym jak traumy, których doświadczyliśmy w dzieciństwie/w wieku nastoletnim wpływają na nasze relacje i nasze zdrowie.

Mam wrażenie że czasem za bardzo zero jedynkowo podchodzimy do zdrowia. Wydaje nam się, że wystarczy zmiana diety i choroba, na którą chorujemy od wielu lat po prostu zniknie. I rzeczywiście w wielu przypadkach tak jest. Jednak czasem sama zmiana diety to za mało. Okazuje się, że trzeba jeszcze pracować nad synchronizacją ze środowiskiem w którym żyjemy czy nad tym co mamy w głowie, czyli nad naszą gospodarką emocjonalną.

I właśnie o emocjach bardzo dużo mówi Marianna. I nie chodzi tutaj o to, aby zaraz stawać się orędownikiem totalnej biologii, bardziej o holistyczne podejście do zdrowia. Doświadczyłam bardzo wielu trudnych sytuacji w dzieciństwie i wiem, że bez zintegrowanych tematów z przeszłości nie utworzy się zdrowej i dobrze funkcjonującej teraźniejszości oraz przyszłości. Dzieciństwo to fundament naszego życia. To tutaj nawiązujemy nasze pierwsze relacje z naszymi rodzicami/opiekunami i są to relacje elementarne ponieważ wszystko to, co stworzymy później (nie ma znaczenia czy jest to relacja romantyczna czy koleżeńska) opiera się właśnie o ten fundament.

Jeśli w dzieciństwie doświadczyliśmy wykorzystania, w życiu dorosłym będziemy szukać relacji w której dajemy się wykorzystywać. Jeśli w dzieciństwie weszliśmy w rolę ratownika, w dorosłych relacjach będziemy szukać dokładnie tego samego. I robimy to z pola nieświadomego.

Podobne zawsze przyciąga podobne, tak działa wszechświat.

Nie ma czegoś takiego jak “Ja to nie mam szczęścia w miłości…” Jeśli przyciągasz nieodpowiednich partnerów to znaczy tylko i wyłącznie to że masz w sobie coś do przepracowania. Większość z nas nie zdaje sobie z tego sprawy i wchodzi w związki z poziomu rany. Dopiero po latach np. z kanału Marianny dowiadujemy się, że trudne sytuacje w dzieciństwie miały prawo zostawić odcisk na naszej duszy. Odcisk, z którym wchodzimy później w życie dorosłe. Warto zając się tymi naszymi odciskami, bo to właśnie nieuwolnione emocje z nimi związane powodują, że pakujemy się niewłaściwe relacje, w których dalej wyciszamy swoje emocje, co w konsekwencji prowadzi właśnie do chorób chronicznych (tutaj polecam książkę Gabora Mate, “Kiedy ciało mówi nie”).

Nasza dusza jest powiązana z ciałem, powiedziałabym nawet że to umysł rządzi ciałem, więc jeśli coś w Tobie zgrzyta, masz jakieś kompulsywne zachowania, odczuwasz wewnętrzny niepokój/lęk, warto przyjrzeć się swoim emocjom. I nie musisz być DDA czy DDD, możesz pochodzić z całkiem normalnej rodziny i mimo to mieć problemy z wyrażaniem emocji. Spokój wewnętrzny gwarantuje zdrowie. Nieuwolnione emocje z przeszłości gwarantują chorobę chroniczną lub uzależnienie (albo oba na raz).


I tutaj z pomocą przychodzi trzecia już osoba, o której warto wspomnieć a mianowicie Dawid Hawkins 🙂 Do Hawkinsa musiałam chyba dorosnąć, ponieważ pierwsze moje spotkanie z książką “Siła czy moc” nie było zbyt rokujące 🙂 Po dwóch latach przeczytałam “Sukces jest dla Ciebie”, później “Technika uwalniania”, aktualnie czytam “Podnoszenie stanów świadomości”.

Hawkinsowi zawdzięczamy wiele rzeczy, m.in mapę poziomów świadomości czy test kinezjologiczny, jednak z mojej perspektywy na największą uwagę zasługuje właśnie technika uwalniania emocji, którą opracował. Uważam, że jest to znakomite narzędzie zarówno samo w sobie jak i narzędzie wspomagające konwencjonalną terapię u psychologa. Hawkins największy nacisk kładzie na akceptację tego co nas otacza.

“Spokój przychodzi z całkowitym wewnętrznym poddaniem temu, co jest”

David R. Hawkins

Hawkins sam, za pomocą techniki uwalniania wyleczył się z multum chorób chronicznych, na które chorował. Choroby te są opisane “Technice uwalniania” aż na dwóch stronach (!).

🤪Jaki jest najdziwniejszy zwyczaj zdrowotnej rutyny?

Ciekawe pytanie 🙂 W mojej codziennej rutynie znajduje się kilka czynności, w których pracuję nad zwiększeniem uważności. Mam wrażenie, że dziś każdy ucieka od tego co ma w środku. Boimy się zostać sam na sam ze swoimi myślami, gdy tylko mamy wolną chwile, sięgamy po telefon, żeby odwrócić uwagę od tego co dzieje się w naszej głowie.

Unikanie wewnętrznej uważności stało się mechanizmem nie tylko ogólnie akceptowalnym, ale wręcz pożądanym. Zwróć uwagę na to co robią ludzie w tramwaju/autobusie/na przystanku? Każdy siedzi z głową w telefonie. Jeśli patrzysz przez okno i myślisz, to jesteś dziwakiem/boomerem. Wydaje mi się, że moim najdziwniejszym rytuałem jest “uważne odkurzanie”, czyli za każdym razem kiedy odkurzam dom (a robię to e.d. z uwagi na koty) myślę tylko i wyłącznie o tym, patrzę na podłogę jak odkurzacz zbiera śmieci. I jeśli do głowy przychodzą mi inne myśli, nie analizuje ich, nie wdaję się z nimi w dyskusję, tak samo jak przy medytacji. Takie uważne odkurzanie to trochę taka medytacja w ruchu 😉

Jaka była jedna z najlepszych inwestycji w Twoje zdrowie?

Hmmm…Jeśli mam wziąć pod uwagę ostatnich 5 lat, to pozwolę sobie wymienić trzy rzeczy. Lecąc od końca, 2020, plandemia która otworzyła mi oczy, na to, o co tak naprawdę chodzi. Pamiętam, że miałam straszny sajgon w głowie. Szczepionki, czipy, depopulacja, chemtrailsy…Dostałam tym wszystkim z plaskacza porządnie w twarz. To był nokaut.

Spokój wewnętrzny w tamtym okresie to była jakaś abstrakcja…Ciężko mi w ogóle do tego wszystkiego wracać. Myślę, że kowid zabrał cześć mnie, radosnej, zawsze uśmiechniętej, pełnej życiowego wigoru. No bo jak się można czuć, jak dowiadujesz się, że świat w którym żyjesz to jedna wielka iluzja?

To był trudny dla mnie okres. Ratunkiem wtedy okazało się szkolenie u Macieja Szyszki ‘Spokój i koncentracja”, na którym Maciej nauczył mnie jak medytować. Wcześniej miałam kilka podejść do tego tematu, jednak nie wiedziałam do końca czy robię to dobrze 🙂 Maciej jest wspaniałym człowiekiem, chodzącą oazą spokoju. Już samo przebywanie w jego towarzystwie działa na człowieka uspokajająco. Notabene jest osobą, dzięki której założyłam swój kanał na yt 😉

Na szkoleniu u Macieja nauczyłam się jak wygląda medytacja w praktyce. Po powrocie oczywiście kontynuowałam codzienną poranną medytację i długo nie musiałam czekać na efekty. Medytacja ogromnie poprawiła moją tolerancję na stres, dała mi więcej spokoju na co dzień. Dzięki niej potrafię spojrzeć na swoje problemy z perspektywy drugiej osoby, mam wrażenie że aż tak bardzo w tym nie siedzę, co pozwala podejmować bardziej rozsądne i lepsze dla mnie decyzje.

Kolejnym udanym zakupem w 2023r. była…zamrażarka 🙂 Tak, to może wydać się śmieszne, ale będąc na carni i posiadając dwa koty na barfie, bez zamrażarki życie staje się trudne. Zamawiam mięso w większych ilościach przez internet, więc zakup zamrażarki znacznie ułatwił mi życie.

Jako trzeci udany zakup wymienię kajak, który zakupiłam dwa lata temu. Bardzo dużo czasu spędzam w naturze, więc kajak dał mi nowe możliwości. Jest to kajak pneumatyczny, który pakuje się po prostu do plecaka. Cała impreza waży nieco ponad 16kg. Przygotowanie do spływu zajmuje 15 minut, a perspektywa oglądania świata z wody-bezcenna 🙂 Pływałam już po kilku jeziorach w Zachodniopomorskim, udało nam się także spłynąć rzeką Regą. Jeśli ktoś kocha wodę, tak ja jest to przedmiot, który mogę polecić z czystym sumieniem. Jedynym mankamentem jest suszenie, ponieważ trzeba go rozebrać, co zajmuję troszkę czasu, ale niezależność którą daje oraz nowe perspektywy które mi stworzył, są bezcenne.

🧠Jak dbasz o mózg i o higienę umysłu? Jak utrzymujesz wysoki poziom energii do działania?

Myślę, że w tym aspekcie oprócz uważności, o której było już sporo, ważne są nasze relacje z dopaminą. Dziś każdy chce mieć więcej, mocniej, lepiej (często niż inni). Pogubiliśmy się gdzieś pomiędzy naszymi rzeczywistymi potrzebami, a potrzebami naszego wygórowanego ego.
Przyjemność zawsze związana jest z bólem, tak jest naturze. Po lecie przychodzi zima, po dniu noc, po radości, smutek. Na tym polega nasze życie. Wszystko jest cykliczne, wszędzie w naturze jest równowaga pomiędzy tym co jasne a tym co ciemne.


Mam wrażenie, że czasy w których żyjemy, czasy hiperkonsupcjonizmu sprawiają, że żyjemy w permanentnej przyjemności. Odczuwanie bólu, czy nawet lekkiego dyskomfortu staje się dla nas nie tylko problematyczne, ale wręcz przerażające. Oczekujemy, że nasze życie będzie pasmem przyjemności, chcemy cały czas pływać w dopaminie…

Jednak nauka uczy nas, że każda przyjemność ma swoją cenę, a ból który po niej następuje jest dłuższy i bardziej intensywny niż przyjemność, która do niego doprowadziła. Dlatego kluczowym aspektem w życiu, oprócz odczuwania przyjemności jest też odczuwanie bólu.

W czasach hipekonsumpcjonizmu, gdzie technologia, używki, przetworzona żywność, cukier zalewają nasz umysł dopaminą ważny jest umiar. I tutaj stosuję posty. W weekendy staram się w ogóle nie korzystać z telefonu/komputera. Zimą, raz w tygodniu robię także post 36 godzinny (bez jedzenia). Weekendy mam wolne od treningu siłowego, który kocham.

Samoograniczanie poprawia wrażliwość na dopaminę, a mam wrażenie że dziś wiele osób walczy z “dopaminoopronością” 😉 Staram się także nie stackować sobie dopaminy.

Rozsądna gospodarka dopaminą to dla mnie motto przewodnie.

Przy higienie umysłu nie można pominąć BDNF, czyli neurotroficznego czynnika pochodzenia mózgowego, który uczestniczy w neurogenezie. Poziom BDNF podnoszę sobie właśnie za pomocą postów i mam tutaj na myśli zarówno eTRF jak i dłuższe posty.

Trening także będzie tutaj pomocny, zwłaszcza ten na zewnątrz. Dlatego kilka razy w tyg jadę rowerem na siłownie. Słońce także podnosi BDNF, a z niego staram się korzystać tak dużo jak tylko pozwala mi na to czas. I oczywiście nie oglądam TV 🙂 Już od 20 lat nie ma w domu telewizora.

😌W jaki sposób wentylujesz się psychicznie kiedy dopada stres i gorsze dni?

Gdy jestem w czarnej dupie, idę do lasu 😊 Najlepiej na nockę, jeśli temperatura pozwala. Kojarzysz ten mem, idź do lasu, niech poukłada Ci w głowie? Ktoś kto go stworzył doskonale zobrazował prawdę. Już sam spacer, który zapewnia nam przepływ optyczny uspokaja ciało migdałowate (część mózgu odpowiedzialna za emocje i ich przetwarzanie, zwłaszcza te niewygodne jak lęk, niepokój, strach).

Poza tym samo przebywanie w naturze, gdzie wszystko jest cykliczne, przewidywalne, regularne daje mi poczucie bezpieczeństwa. A jeśli dołączę jeszcze do tego uziemianie, czy poprzez chodzenie boso, czy poprzez przytulanie się do drzew, efekt jest gwarantowany i natychmiastowy 😊

Oprócz lasu, na poziomie mentalnym ważna jest akceptacja, tego co się aktualnie dzieje w moim życiu. Akceptacja i uważność. Niestety 90% problemów, które mamy są to problemy, które powstają tylko i wyłącznie w naszej głowie. Nie mają one nic wspólnego z rzeczywistością, a overthinking na pewno tutaj nie pomoże…

Myśli nigdy się nie kończą, napędzają się same i płodzą jeszcze więcej myśli. Lepiej zapobiegać niż leczyć, dlatego jeszcze raz wspomnę techniki, które poprawiają naszą uważność i tolerancję na stres: medytacja, oddech, uziemianie. Przy regularnym ich stosowaniu, kryzysy przez które przychodzimy w życiu nie będą tak dotkliwe i wszechogarniające jak ma to miejsce bez pracy nad uważnością.

Ważne jest także to, jak podchodzimy do takiego czasu. Hawkins pisał:

“Życiowe kryzysy przynoszą nam korzyść w postaci zwiększenia naszej świadomości”.

Tak naprawdę to co najtrudniejsze w życiu najbardziej nas rozwija i wzbogaca. To nasze doświadczenia życiowe, zwłaszcza te trudne, kształtują naszą osobowość, czy naszą odporność psychiczną. W czasie kryzysu trudno tak do tego podejść, jednak z perspektyw czasu wiem, że wszystko jest po coś. Każda sytuacja, wydarzenie czy człowiek, którego spotykam ma jakiś wpływa na moje życie, czy dalej na postrzeganie świata. To są lekcje, które muszę odrobić, bo inaczej nie byłabym tu gdzie jestem. Oczywiście, czasem mam wrażenie, że lekcje te przekraczają moje możliwości, ale wtedy tłumaczę sobie, że Bóg nie zesłałby na mnie czegoś, czego nie mogłabym udźwignąć.

👎Jaki był Twój największy #fuckup związany ze zdrowiem?

Hahaha, świetne pytanie 🙂 Myślę, że w tym pytaniu warto poruszyć temat spożywania roślin. Dietetykiem jestem już ładnych naście lat i przez ten cały wierzyłam w to, jakie to warzywa są niezbędne do utrzymania/przywrócenia naszego zdrowia. Dzięki diecie Carnivore przekonałam się zarówno na własnej skórze, jak i na podopiecznych, że większej bzdury nie słyszałam jak żyję 🙂

Okazuje się że eliminacja roślin z diety przynosi nie tylko ogrom korzyści. Eliminacja roślin często jest jedynym protokołem naprawiającym zdrowie. Żyjemy w czasach internetu, co ma swoje dobre i złe strony. Dobrą stroną będą akurat doniesienia płynące praktycznie z całego świata (nawet z Indii) o cudownym działaniu carni na zdrowie człowieka. Choroby w których dieta ketogeniczna była niewystarczająca do osiągnięcia pełnej remisji, znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To jest magia…

Warzywa są przereklamowane, a w niektórych przypadkach wręcz szkodliwe dla człowieka. Ciekawą sprawą jest to, że np. pomidorów czy ziemniaków kiedyś w ogóle się nie jadło, a dziś media głównego ścieku na siłę próbują wcisnąć nam kit w postaci diety wegańskiej…Smutne, bo większość ludzi nie jest świadoma, czym to grozi.

Dziś już wiem i z ręką na sercu stwierdzam, że rośliny nie są niezbędne do utrzymania zdrowia. Wystarczy jeść codziennie mięso mięśni szkieletowych (olewając nawet podroby) aby naprawić/zachować swoje zdrowie. I każdego, kto myśli inaczej odsyłam do podstaw biochemii człowieka. To w produktach pochodzenia zwierzęcego znajdziemy mikroelementy w najlepiej przyswajalnej formie, no bo pomyśl, do której biochemii jest nam bliżej? Do krowy czy brokuła?

Drugą kwestią jest brak substancji anty-odżywczych w produktach odzwierzęcych, czyli substancji, które utrudniają wykorzystanie przez organizm cennych składników, a w większych dawkach są dla niego szkodliwe np. lektyny czy błonnik. Błonnik to kolejny fuckup 🙂 Sama kiedyś uważałam, że jeśli masz zaparcie musisz jeść pełnoziarniste produkty… Teraz śmieję się z tego w głos…Jest już sporo badań na temat błonnika i jego negatywnego wpływu na stan jelit. W jednym z tych badań uczestnicy cierpieli na idiopatyczne zaparcia, połączone z różnego rodzaju dolegliwościami typu ból, czy krwawienie z odbytu w trakcie defekacji.

Dopiero całkowita, powtarzam całkowita eliminacja błonnika przyniosła poprawę. W wrześniu 2024 opublikowane zostało także niesamowite badanie na osobach chorujących na choroby zapalne jelit (WZJG, choroba L-C). W badaniu tym znajdziemy opis dziesięciu przypadków osób, które latami próbowały naprawić swoje jelita korzystając z medycyny konwencjonalnej (czytaj sterydy) i dopiero przejście na dietę Carnivore naprawiło problem.

Są tam przypadki osób, które po 15/20/30 lat walczyły z chorobą i dopiero Carnivore przyniósł pełną remisję!!! Pacjenci na własną rękę, w akcie desperacji po bezowocnych próbach leczenia, trwających latami, dowiedzieli się o carni. To nie były informacje od lekarzy, którzy ich prowadzili, notabene większość z tych lekarzy była anty carni. Smutne, że ktoś kto powinien nas leczyć, polega dziś jedynie na farmakoterapii.

I teraz, żeby było jasne, absolutnie nie mam nic do lekarzy, wręcz przeciwnie, są to osoby które ratują życie w wielu przypadkach. Natomiast jeśli chodzi o choroby chroniczne…Tutaj ich wiedza okazuje się być bezużyteczna. I absolutnie nie winię ich za to, domyślam się że na studiach medycznych nie ma czasu na takie “pierdoły” 😉 Ale chociaż rzucić pacjentowi hasło Może zmiana diety? Może wizyta u dietetyka klinicznego?

Cieszę się, że jestem tu gdzie jestem, że na własnej skórze upewniłam się, że to działa i że teraz mogę lepiej i bardziej efektywnie pomagać moim podopiecznym. Jednocześnie zaznaczam, bo uchodzę już za osobę, która demonizuje rośliny 😉 Jest wiele roślin, które mają udowodnione korzystne działanie na organizm człowieka i absolutnie temu nie zaprzeczam.

Z mojej perspektywy rośliny powinny być przyprawą i lekarstwem, ale spożywanie ich na co dzień w wielu przypadkach okazuje się problematyczne. Warto zwrócić także uwagę, na to, że to roślinami upijamy się, upalamy czy wstrzykujemy je sobie w żyłę. To rośliny zalewają nas dopaminą w przypadku uzależnień. Nawet kawa, jest ogólnie akceptowalnych i dostępnym narkotykiem. W świecie zwierząt takich substancji nie znajdziemy.

📈Jak ustalasz cele związane ze zdrowiem i jak utrzymujesz dyscyplinę?

Moim celem jest jak najwolniej się zestarzeć, i jak najdłużej pozostać sprawną fizycznie i umysłowo.
W dzisiejszych czasach dla przeciętnego kowalskiego cel ten wcale nie jest taki łatwy do realizacji 😉 Stawiamy wygodę ponad trudności. Dziś niewiele osób przygotowuje sobie obiady w domu. Pamiętam, jak byłam dzieckiem to w sklepie można było dostać tylko mrożone pierogi czy pyzy, na które mojej matki i tak nie było stać. Wszystko przygotowaliśmy w domu sami.

Dziś wolimy gotowce, bo tak jest prościej, szybciej…Przetworzona żywność to pierwszy krok do nadwagi. Przetworzone słodycze to najgorsza, najbardziej toksyczna i najbardziej uzależniająca forma przetworzonej żywności. To trochę taka trutka na szczury. Zresztą wystarczy spojrzeć jak wygląda dziś nasze społeczeństwo. Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie. Otyłość to jedyna prawdziwa pandemia z którą mamy do czynienia.

Pamiętam jak chodziłam do podstawówki to jedno/dwoje dzieci na całą klasę było otyłe i zawsze było to „Gruby” i „Gruba”. Dziś takich dzieci w klasie jest znacznie, znacznie więcej, a ruch body postitive, który notabene sponsorowany jest przez wielkie koncerny produkujące przetworzoną żywność wcale sytuacji nie poprawia. I absolutnie nie czepiam się tutaj osób z nadwagą. Bardzo wielu mężczyznom podobają się otyłe kobiety i tak po prostu jest, ale warto mieć na uwadze, że otyłość to choroby współistniejące, których aktualnie mamy plagę.

Każda osoba, która ma nadwagę poza insulinoopornością, zaburzeniami hormonów płciowych czy cukrzycą, ma dużo większe szanse zachorowania na chorobę autoimmunologiczną czy nowotworową. Otyłość jest przyspieszonym modelem starzenia się organizmu. Gdy naukowcy chcą dowiedzieć się czegoś o starości, tuczą swoje laboratoryjne zwierzęta. Osoby otyłe chorują, starzeją się i umierają szybciej. Najsmutniejsze jest to, że duża część z tych osób uważa, że powodem nadwagi jest choroba, podczas gdy w 99% przypadków jest dokładnie odwrotnie.

To nadmiar tkanki tłuszczowej sprawia że chorujesz…Otyłość to wieloczynnikowe zaburzenie do którego należy podejść nie tylko od strony ciała (odpowiednia dieta, aktywność fizyczna, prawidłowo zsynchronizowany zegar biologiczny/odpowiednia ilość snu), ale także od strony głowy (emocje). Jedzenie dla większości osób przestało być zwykłym zaspokajaniem głodu, dziś to sposób na nudę, niewygodne emocje, forma okazywania uczuć.

Smutne jest to, że usuwamy i przekształcamy nasze organy wewnętrzne (operacje bariatryczne), aby dostosować ciało do sposobu odżywiania! To punt zwrotny w historii ludzkości .

Brak ruchu to kolejny aspekt, o którym warto wspomnieć. Według badań typowy Amerykanin spędza dziś połowę czasu w stanie czuwania na siedząco, czyli o 50% więcej niż 50 lat temu. Nasze ciała ewolucyjnie przystosowane są do ruchu. W trybie łowców zbieraczy całe dnie wędrowaliśmy albo polowaliśmy na zwierzynę. Ruch mamy zapisany w genach, natomiast bezruch zabija nasze mitochondria. Bezruch tragiczny jest w skutkach nie tylko dla młodzieży, ale także później. Sarkopenia starcza to kolejna epidemia XXI wieku. Czasy hiperkonsumcjonizmu na pewno nie są korzystnym etapem w ewolucji całej ludzkości…

Niestety to co jest najbardziej korzystne dla naszego zdrowia może wydawać się nie do końca przyjemne/wygodne dla naszego ciała. Przynajmniej na początku. Mam tu na myśli głównie trening, post, stan ketozy, ekspozycję na zimno, czyli wszystko co poprawi naszą elastyczność metaboliczną. Pamiętam swoje początki. Też nie było łatwo. Ale potrafię być suką dla siebie 🙂 15 lat walki z zaburzeniami odżywiania zrobiło swoje. Anorektyczka potrafi być naprawdę zawzięta w swoich postanowieniach. Myślę, że ta zawziętość to jedyna pozytywna rzecz, która pozostała mi po tamtych latach.

Aktualnie w przełamywaniu własnych granic pomaga mi nauka. Wchodząc do zimnej wody, czy poszcząc powtarzam sobie w głowie co takiego korzystnego dzieje się w moim ciele i mózgu kiedy to trwa. Osobiście zupełnie mi to wystarcza, żeby znieść dyskomfort. Uważam, że to dobry sposób na pokonywanie trudności, takie trochę przekabacanie siebie żeby znieść więcej, dłużej. Obietnica namacalnych zysków dla niektórych ludzi jest wystarczającą motywacją.

Trening, mięso, natura to czynniki, które na pewno pomogą mi w osiągnięciu założonego celu. Wykonując codzienne czynnościach, także staram się dbać o swoją sprawność każdego dnia. Na treningi personalne przychodzą do mnie także osoby w podeszłym wieku. Zauważyłam, że spora część tej grupy ma problem z balansem, dlatego za każdym razem jak nakładam skarpetkę i wiążę buta, robię to stojąc na jednej nodze. Śpię na materacu, co zmusza mnie rano do podniesienia się z podłogi. Czynności te dziś wydaja się banalne, ale w dłuższej perspektywie przyczyniają się do zachowania sprawności.

😴W jaki sposób dbasz o prawidłowy sen?

Oooo, to pytanie to wisienka na torcie dla mnie 🙂 Dziękuję Ci za nie ogromnie. Na temat snu nagrałam kilka filmów na moim kanale. Ogólnie jestem bardzo wrażliwa na jakiejkolwiek deficyty snu. Nigdy nie mogłam zrozumieć osób, które głosiły slogany tupu: “Wyśpię się po śmierci” albo “Szkoda czasu na sen”.

Za każdym razem kiedy spałam mniej niż mój organizm potrzebuje czułam się taka, jak ja to nazywałam “pokopana” i to zarówno fizycznie jaki i psychicznie. Być może był to jeden z powodów, dlaczego zaczęłam interesować się tematem snu. Dziś jestem zdania, że sen jest ważniejszy od Twojej diety czy treningu. Sen jest tym czynnikiem, który na moim podium stoi na pierwszym miejscu.

No bo zastanów się, ile czasu człowiek jest w stanie wytrzymać bez jedzenia? Ile bez picia? A ile bez snu? Warto zdać sobie sprawę, że już z chwilą kiedy otwieramy oczy zaczynamy pracować nad naszym efektywnym snem.

Jeśli chodzi o dobry sen to myślę, że elementarnym czynnikiem będzie tutaj higiena światła. I nie chodzi mi tylko o odcięcie źródeł światła niebieskiego o zmroku. W ciągu dnia staram się pozyskać jak najwięcej światła słonecznego ponieważ po pierwsze światło czerwone i podczerwień stymuluje mitochondria do produkcji melatoniny, a po drugie duża ilość światła słonecznego jest szczepionką i zabezpiecza przed szkodliwym działaniem światłem niebieskim po zmroku.

Dodatkowym bonusem będzie tutaj dobry nastrój, za który właśnie odpowiada światło niebieskie obecne w spektrum światła słonecznego. Jeśli mam taką możliwość, eksponuję oczy także na zachód Słońca, co informuje mój mózg, o tym że dzień się już kończy. Po zmroku zakładam okulary blokujące światło niebieskie. Obok 16 godzinnego postu nocnego (eTRF) był to game chenger jeśli chodzi o jakość mojego snu. Ideałem byłoby po prostu odciąć światło niebieskie po zmroku, jednak często jest tak że pracuje lub dokształcam się właśnie wieczorem, kiedy mam na to czas.

Zanieczyszczenie światłem/globalne oświetlenie to kolejny czynnik, nad którym warto się zastanowić. Jakiś czas temu przed moim oknem zbudowano parking dla tirów z naprawdę mocnym ledowym oświetleniem. Bez zaciemniających zasłon mogłabym zapomnieć o efektywnym śnie…W domu nie mam żarówek ledowych, tylko oldschoolowe żarówki wolframowe, które można jeszcze nabyć na allegro. Spektrum światła żarówki wolframowej ma dużo mniej światła niebieskiego i dużo więcej podczerwieni, co bardziej niż żarówka ledowa przypomina spektrum ognia.

I nie, wcale nie wzrosły mi opłaty za prąd kiedy zamieniłam ledy na wolframy. Kiedy śpię w lesie, zawsze rozpalamy wieczorem ognisko, które także ma kolosalny wpływ na jakość snu. Ognisko to podczerwień, podczerwień to melatonina. Podczerwień aktywuje nasz nerw błędny. Nasi przodkowie właśnie tak spędzali wieczory, przy ogniu.

Co robię jeszcze? Po osiągnięciu maksymalnej temperatury głębokiej (mnie więcej o godz. 16-18) nie robię nic, co może ją podnieść (ekspozycja na zimno, trening), staram się także robić czynności które kierują mnie w stronę układu przywspółczulnego a nie współczulnego, staram się uspokajać a nie pobudzać.

Przestałam także pić kawę, co było dosyć ciekawym doświadczeniem. Detoks od kawy robiliśmy wspólnie w naszej mięsożernej grupie. Objawy, jakie członkowie notowali były naprawdę różnorodne: silne bóle głowy, zmęczenie, niepokój, zaburzenia koncentracji itd. U mnie objawem była ogromna senność. Codziennie mniej więcej o godz 14.00 odcinało mnie całkiem na przynajmniej dwie godziny. Było to takie zmęczenie, którego nie dało się przechodzić. Musiałam po prostu się położyć 🙂

Wzrost tolerancji na kofeinę polega na zwiększeniu ilości receptorów adenozyny (substancji dającej nam presję na sen). Trwało to mniej więcej dwa tygodnie. Po tym czasie mój mózg zredukował ilość receptorów adenozyny do fizjologicznej ilości i senność całkowicie ustąpiła. Było to dla mnie dosyć ciekawe doświadczenie, zwłaszcza że był to pierwszy detoks od kofeiny w moim życiu, a kawę zaczęłam pić jeszcze jako nastolatka. Po odstawieniu kawy jakość mojego snu także się poprawiła. Dziś po kawę sięgam okazjonalnie. Teraz jest moim narzędziem, a nie codziennym rytuałem i dzięki temu rzeczywiście czuję jej pobudzające działanie. Kawa to także dopamina, także limitowanie jej pozwala mi zwiększyć moją dopaminowrażliwość.

Na szczęście nie należę do osób, które mają problemy z zasypianiem. Moja latencja snu nigdy nie była jakoś specjalnie wydłużona. Natomiast zasady które wprowadziłam po pierwsze zwiększyły efektywność mojego snu, a po drugie sprawiły, że teraz nawet jak się nie wyśpię, nie czuję się już taka “pokopana”.

Gdzie Cię znajdę?

Zapraszam na:

Mój kanał na YouTube

Na mojego Facebooka

Na mojego Instagrama


DODAJ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Mam na imię...
Captcha verification failed!
Ocena użytkownika captcha nie powiodła się. proszę skontaktuj się z nami!