Jak to robią inni? Specjaliści i entuzjaści optymalizacji ciała i umysłu odpowiadają na dziesięć pytań o filozofię stylu życia, zdrowe nawyki i biohacking. 10 pytań i 10 topowych wskazówek. Dobre praktyki. Małe zmiany. Duże rezultaty.

Kto?

Mateusz Ostręga. Absolwent I stopnia studiów na kierunku dietetyka. Pracuje z dietami niskowęglowodanowymi i dietą ketogeniczną już od 4 lat, ciągle poszerzając wiedzę w temacie nowoczesnych i niestandardowych metod odżywiania. W swojej karierze pomógł już w stosowaniu ketozy kilkuset osobom. Wierzy, że dobrych zasad odżywiania należy uczyć się w praktyce, a nie tylko w szkolnej ławce. Dieta ketogeniczna pozwoliła mu naprawić swoje zdrowie i zmieniła jego życie. Dziś chce pomagać w tym innym osobom..

PYTANIA

🌅Jak zaczynasz dzień? Jak wygląda Twoja rutyna poranka?

Dzięki przebywaniu w stanie ketozy mój organizm jest niezwykle sprzężony z rytmem dobowym. W związku z tym niezależnie od pory roku śpię do wschodu słońca. No, przynajmniej mógłbym spać, bo jesienią i zimą za pomocą prostego budzika świetlnego (programator w gniazdku + lampa IR) budzę się koło 6 rano. W środku lata potrafię natomiast wstawać około 4:30-5 rano, wraz ze wschodzącym słońcem. Pierwsze co robię, to zabieram na spacer Syriusza, mojego psa. Ma to swój szczególny urok wiosną i latem, bo wtedy zwykle ruszamy na wrocławskie wały, gdzie udaje nam się złapać wschód słońca, który jest bardzo ważnym elementem dnia, bo pozwala zwiększyć ilość dopaminy na start.

Po powrocie z porannego spaceru zabieram się za parzenie kawy. To mój rytuał, bez którego czuję się po prostu źle. I nie chodzi tutaj o brak kofeiny, bo gdy jestem np. w domu rodziców i wypijam kawę z ekspresu, dzień nie jest tak dobry. Kilka lat temu odkryłem czym naprawdę jest dobra kawa i od tej pory każdy dzień staram się zaczynać kawą jakości specjality parzonej za pomocą aeropressu lub dripa. To codzienna przygoda, bo to jaką kawę uzyskam, zależy od całej masy czynników.

Do porannej kawy zawsze czytam kilka stron książki. Żeby dobrze rozpocząć dzień są to książki rozwojowe z przeróżnych dziedzin, od dietetyki i szeroko pojętego zdrowia fizycznego, przez psychologię, aż po tematy biznesowe.

Po około 40 minutach od wstania zabieram się za solidne białkowo-tłuszczowe śniadanie. Prawie zawsze są to jaja w jakieś formie, często jajecznicy. Do śniadania zjadam zawsze sporo masła, które długo pozwala mi utrzymać sytość, dzięki czemu do popołudnia nie mam ani jednej myśli o jedzeniu czegokolwiek. Co 2-3 dni staram się też do śniadania dorzucać omega 3. Najczęściej są to śledzie. Uważam śniadanie za najważniejszy posiłek dnia, więc rzadko pomijam ten posiłek.

Po śniadaniu, jeszcze przed rozpoczęciem pracy, od jakiegoś czasu wprowadziłem 15-minutową medytację minfulness. I zakochałem się w tym elemencie porannej rutyny, bo pozwala w niezwykły sposób uporządkować bałagan w głowie, pozbyć się obaw i ruszyć odważnie w kolejny dzień. Co zauważalne, po medytacji następuje też mały „wybuch kreatywności”, więc zawsze zapisuje kilka nowych pomysłów.

Ważne jest też dla mnie by trzymać się z dala od powiadomień i informacji co najmniej do godziny 10. Czyli odwykłem od sprawdzania rano maili, sms’ów, social medów czy czegokolwiek. Polecam każdemu taki poranek z dietą nisko-informacyjną. Gdy zapychasz od rana swój mózg dużą dawką często zbędnych informacji – ciężko wymagać by działał na najwyższych obrotach.

Podsumowując: spacer z psem (cudowny szczególnie wiosną i latem, gdzie łapię wschód słońca), podróż mentalna z kawą, książka i solidne śniadanie oraz medytacja. Gdy z jakiegoś powodu pomijam któryś z tych kroków – nie jest to coś, co lubię!

💊Jaka jest Twoja topowa 5 suplementów diety i dlaczego?

Kwasy tłuszczowe omega 3 – gdybym miał wybrać tylko jeden suplement, który powinni brać ludzie, to byłyby to chyba właśnie te kwasy tłuszczowe. Ilość ich funkcji w organizmie człowieka jest chyba wprost proporcjonalna do tego jak są niedoborowe, szczególnie w Polsce, w dzisiejszych czasach. A badania są bezwzględne. Podaj mi problem zdrowotny, a znajdzie się badanie sugerujące, że niedobór omega 3 ma tam mniejszy lub większy wpływ. Ostatnio trafiłem np. na badania, które pokazywały niedobór omega 3 jako możliwą przyczynę depresji poporodowej u kobiet. Okazuje się, że dziecko w III trymestrze ciąży pochłania aż 2g omega 3. To kosmiczna ilość! Osobiście stosuję 2g omega3 marki Alpha Hegemony w dni, kiedy w mojej diecie nie ma żadnego źródła tych kwasów tłuszczowych.

Elektrolity – jako, że stosuję dietę ketogeniczną od ponad 4 lat miałem okazję na własnej skórze przekonać się wielokrotnie o istocie elektrolitów, szczególnie u osób aktywnych fizycznie. Masa osób jest odwodniona, nie tylko z powodu niedoboru wody, ale też elektrolitów, w tym oczywiście sodu. Jeszcze 150 lat temu na liście 10 najczęstszych przyczyn zgonu niemal na szczycie znajdowała się biegunka. Dlaczego? Bo powodowała odwodnienie, które prowadziło do śmierci. Czy ludzie w tamtych czasach byli niemądrzy i nie pili wody przy zatruciu powodującym biegunkę i wymioty? Oczywiście, że pili. Jednak woda źródlana, bez elektrolitów, tylko przyspieszała ich odwonienie i prowadziła do śmierci. To dlatego dziś, gdy trafisz do szpitala, nie dostajesz kroplówki z wodą źródlaną, a roztwór soli fizjologicznej. Dlatego sporo solę (badania pokazują, że podaż pomiędzy 2,5 a 5g SODU jest optymalna dla ludzi) a na wieczór przyjmuję 400mg magnezu. Potas dostosowuję do swojego trybu dnia.

NALT – moja genetyka ma problem z dopaminą. Nie wchodząc w szczegóły, w mojej rodzinie jest daleko sięgająca historia różnych uzależnień, a to świadczy, że niedobory dopaminy przechodziły z pokolenia na pokolenie. U mnie niedobór dopaminy nie objawia się tendencją do uzależnień, ale raczej stanami depresyjnymi. Brakiem poczucia celu w życiu i chęci do działania oraz nawiązywania interakcji społecznych. Uzupełnianie dopaminy jej prekursorem raz na kilka dni to prawdziwa rewolucja w moim przypadku. Oczywiście ten suplement to nie jest cukierek, a mi długo zajęło poznanie działania mojego organizmu w tym zakresie i dostosowania dawek oraz częstotliwości suplementacji + regularne uzupełnianie innych składników odżywczych ważnych w tej materii. Częstotliwość zależy też od pory roku – więcej słońca = więcej dopaminy, więc zdecydowanie mniej potrzebuję suplementacji w okresie wiosna – lato.

B-kompleks – szczególnie witamina B12 oraz B6 są dziś świetnym rozwiązaniem dla wsparcia układu nerwowego. Większość moich podopiecznych przyjmuje witaminy z grupy B w odpowiednich formach i często sporych dawkach. To też ciekawe, jak bardzo dawki rekomendowane w przypadku witamin z grupy B różnią się od dawek, które według badań potrafią mieć efekt terapeutyczny.

L-theanina – mój ulubiony, delikatny booster funkcji kognitywnych. W połączeniu z kawą wycisza, a jednocześnie pobudza kreatywne myślenie i chęć do działania. Pozwala skupić się na zadaniu. Bardzo bezpieczny o szerokim pozytywnym działaniu.

📙Jaką książkę /film /podcast każdy powinien obejrzeć/ przeczytać/ posłuchać?

– Książka „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi” Dale Carnegie.

Życie byłoby znacznie prostsze, gdyby każdy człowiek przeczytał, wziął sobie do serca i wprowadził w życie kwestie omawiane w tej książce. Wiele osób czytając tę książkę może doznać reakcji takiej jak „Aha! To dlatego on nie chciał ze mną współpracować! Jak mogłem o tym nie pomyśleć?”. Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy jak prosta może być komunikacja z drugim człowiekiem i nawiązywanie relacji oraz zyskiwanie dzięki temu wiele w życiu.

– Wykłady dr Jordana Petersona

Wykłady dr Petersona oraz jego książka „12 zasad życia” wyciągnęły mnie swego czasu z poważnego kryzysu egzystencjalnego. Myślę, że w tym pięknym, ale bardzo trudnym dla wielu, XXI wieku, jego osoba może być prawdziwym ratunkiem. Szczególnie dla mężczyzn. Mężczyzn, którym nie pozwala się raczej głośno mówić o swoich problemach i cierpieniu. Mężczyzn, którzy często są pozbawieni dziś wzorców męskości. No, nie będę się rozpisywał, chociaż mógłbym o tym gadać godzinami! Zdecydowanie – jeżeli czujesz się choć trochę zagubiony, sprawdź Jordana Petersona.

– Książka „Stulecie chirurgów” Jürgen Thorwald.

Trochę branżowo – w końcu. Książka jest ciekawą podróżą po świecie medycyny i jej rozwoju. Poza tym, że jest po prostu świetnie napisana i dosłownie przenosi nas do dawnych czasów, dla otwartego umysłu będzie też dość brutalną lekcją. Mnie ta książka otworzyła oczy na fakt zaślepienia w jakim działa medycyna, która w ogóle nie uczy się na swoich błędach z przeszłości! Jeżeli ktoś chciałby zgłębić ten temat, to serdecznie zachęcam do przeczytania mojego artykułu, który był inspirowany właśnie treściami książki i przemyśleniami z nią związanymi: https://mateuszostrega.pl/lifestyle/medycyna-w-odmetach-proznosci/

🤪Jaki jest najdziwniejszy zwyczaj zdrowotnej rutyny? 

Zdecydowanie czerwone światło w domu. Mam w swoim mieszkaniu kilka żarówek IR, które wieczorem, gdy robi się ciemno, służą nam jako źródło światła. Mają za zadanie symulować ogień, do którego ewolucyjnie jesteśmy zdecydowanie przyzwyczajeni. W związku z tym sąsiedzi prawdopodobnie myślą, że prowadzimy u siebie dom publiczny, bo po zmroku z okien uderza czerwona łuna. No ale czego nie robi się, by dbać o swój rytm dobowy?

Zdaję sobie sprawę, że są już dostępne żarówki, które w 99% eliminują światło niebieskie i świecą na kolor żółty, przypominając normalne żarówki. Ale odczuwam mniejsze wyciszenie wieczorem siedząc przy takim świetle, nawet z okularami blokującymi światło niebieskie, niż przy świetle czerwonym i podczerwonym. IR działa na mnie niezwykle relaksująco, przez co nie planuję ich na nic „nowoczesnego” zamieniać.

Zawsze szokuje ludzi to, że potrafię przy tym świetle czytać. Oni nie widzą nic. Rozumiem ich, bo gdy pierwszy raz kilka lat temu zamontowałem u siebie czerwoną żarówkę myślałem, że to żart – w pokoju było ciemno! Okazało się jednak, że nasz aparat wzroku ma niesamowite umiejętności szybkiej adaptacji. Już po 3-4 dniach widziałem wszystko bardzo dobrze i w ogóle nie odczuwałem, by to światło było do czegokolwiek zbyt słabe. Polecam więc spróbować. Zrób ze swojego mieszkania czerwoną jaskinię i wprowadź swój rytm dobowy na jeszcze wyższy poziom

Jaka była jedna z najlepszych inwestycji w Twoje zdrowie?

Nad tym pytaniem musiałem pomyśleć nieco dłużej niż nad poprzednimi, ale udało mi się wyłuskać z mojego umysłu dwie odpowiedzi. Paradoksalnie – obie inwestycje początkowo były „za darmo”, dopiero później zacząłem za nie płacić.

Po pierwsze – inwestycja w siebie, a dokładniej w edukacje. Nie byłem szczupłym, wysportowanym i pewnym siebie dzieciakiem. Byłem przeciwieństwem takiego dziecka. Nie wiem, gdzie byłbym, gdybym nie zaczął pracować nad sobą, ale co ważniejsze, zdobywać wiedzy JAK skutecznie pracować nad sobą. Dzięki nieustannej edukacji zapisałem się na siłownię dowiedziałem się jak ćwiczyć i jak jeść. Wiem, że brzmi to jak banał – poszedł na siłownię i poprawił sylwetkę – ale uważam to za jedno z najważniejszych wydarzeń w moim życiu. Dzięki tym zmianom zaakceptowałem siebie, a to pozwoliło mi zacząć rozwijać się na każdej płaszczyźnie. Inwestycja w siebie – a więc w siłownię, dietę, edukację z zakresu zdrowia – jest często doceniana dopiero, gdy jest na to trochę za późno. Polecam zrobić to wcześniej.

Druga „inwestycja” to wzięcie ze schroniska szczeniaka. 2,5 roku temu pod mój dach trafił 8-tygodniowy Syriusz, kundelek znaleziony na wiosce. Zawsze chciałem mieć psa, nigdy wcześniej się to jednak nie udało. W ten sposób zyskałem wiernego towarzysza na każdą z życiowych sytuacji. Dziś, gdy wiele osób wariuje siedząc samotnie w domach – mi towarzyszy mój wierny druh. Jest też nieocenioną motywacją do nabijania kroków i łapania UV. Nie lubię spacerować bezcelowo, na pewno nie byłoby mi tak łatwo oglądać wschodów słońca gdyby nie on! Ta inwestycja wymagała dużo czasu i odwagi, nie pieniędzy, ale była warta o wiele więcej niż przyszło mi na nią poświęcić. Jeżeli możesz adoptuj psa. Serio – zmień swoje życie zmieniając przy okazji jeszcze czyjeś.

🧠Jak dbasz o mózg i o higienę umysłu? Jak utrzymujesz wysoki poziom energii do działania?

Podstawą jest oczywiście sen. Nie są przesadą badania, które pokazują, że zmniejszona ilość snu może działać na kierowcę gorzej niż alkohol. Już jedna godzina snu mnie może wpływać na naszą wydajność i jeżeli ktoś bacznie obserwuje swój organizm to bez problemu zauważy taką zależność. Dlatego higiena snu to dla mnie świętość – ale ten punkt rozszerzę w punkcie 10.

Mam kilka suplementów, które stosuję co jakiś czas. O NALT już pisałem, do tego bardzo lubię do kawy dodać l-theaniny, która wycisza i pozwala skupić się na pracy. Olej MCT w kawie to też dobry pomysł. Testowałem wiele słabszych czy mocniejszych suplementów mających poprawiać funkcje kognitywne, ale do dziś zostały ze mnę przede wszystkim te, które opisałem wyżej.

Świętością dla mnie jest też spacer z Syriuszem o godzinie 12. Zwykle pracę zaczynam około godziny 7:30 i do godziny 12 staram się zrealizować tak dużo zadań jak tylko mogę. Te 4,5 godziny to moje okno efektywności, gdzie potrafię zrobić 2-3 razy tyle, co robiłem kiedyś przez 8 godzin gdy pracowałem na etacie. Gdy wybija 12 jest to dla mnie godzinny relaks. Na spacer nie zabieram nigdy telefonu, bo po co ma mnie kusić? To niezawodny sposób, by nawet nie zastanawiać się czy go wyciągnąć. Ten spacer to zwykle około godzina, podczas której z Syriuszem na wrocławskich wałach trenujemy oraz spotykamy się z innymi psami.

O ile to możliwe na II część dnia zostawiam sobie jak najmniej obowiązków. Po 15, a już tym bardziej po 16, robię coś tylko w wyjątkowych okolicznościach, jestem w tym czasie znacznie, znacznie mniej efektywny.

Mam wyłączone również powiadomienia na wszystkich social mediach. W trakcie dnia nie atakują mnie żadne dźwięki czy wyskakujące okna. Na Facebooku mam wtyczkę, która blokuje mi tablicę. Wspaniała rzecz. Do tego w odpowiadaniu na wiadomości pomaga mi Magda, która jest w moim Centrum Dietetycznym specjalistą d.s. obsługi klienta. Duża ilość maili czy komentarzy to zawsze ogromne obciążenie dla mojego układu nerwowego, robię więc wszystko co mogę by mieć ciszę i spokój.

W weekend staram się nie pracować. I udaje mi się to poza wyjątkowymi sytuacjami, gdzie są organizowane jakieś eventy. Cyfrowy detoks nie zawsze wychodzi, ale zawsze gdy wychodzi jestem szczęśliwy. Oby wychodził jak najczęściej.

😌W jaki sposób wentylujesz się psychicznie kiedy dopada stres i gorsze dni?

To jest zdecydowanie najcięższe dla mnie pytanie z całej serii. W sumie skończyłbym pisać tydzień wcześniej, gdyby to jedno pytanie na mnie nie czekało. Jest trudne, bo nie mam tutaj złotych porad. Chętnie napisałbym czytelnikowi o 5 technikach, które zmieniły moje życie i zamieniły mnie w maszynę do produktywnego działania, ale takich nie mam. Cały czas uczę się po prostu akceptować sezonowość mojego nastroju, mojego poziomu energii. W naszym środowisku występują pory roku i występują one również w nas. Wszyscy chcielibyśmy, by cały czas było lato. Ale tak się nie da. Uczę się więc akceptować to, że w danym dniu czy tygodniu jest we mnie bardziej jesień czy zima i trochę sobie odpuszczam. Nie narzucam na siebie presji, nie robię sobie wyrzutów, że nie jestem super produktywny. Takie działanie przynosiło rezultat odmienny od zamierzonego. To więc pierwsza część mojej odpowiedzi na to pytanie – nie staram się być produktywny cały czas, daję sobie przyzwolenie na okresy gorszej formy.

Mam jednak kilka technik, które uważam, pozwalają mi zminimalizować częstość występowania takich okresów.

Będę nudny, ale tylko wspomnę, że oczywiście podstawą jest tu higiena snu. No i dalej też będę nudny, bo bez psa prawdopodobnie bym oszalał. Już nie mówiąc o tym, że kontakt z nim obniża poziom hormonów stresowych, to spacer z psem to genialna wymówka by od wszystkiego się odciąć i trochę uciec. Nawet na kilka godzin, w ciszy, spokoju, na łonie natury. Ogólnie zauważam, że im bardziej czuję się przytłoczony tym bardziej oznacza to, że potrzebuję odciąć się od wszystkiego i zbliżyć się do natury. Szum wody, zieleń liści, śpiew ptaków – niesamowite, co potrafi zrobić z człowiekiem.

Wszystkim bez wątpienia mogę polecić detoks cyfrowy w weekend. Oczywiście żeby nie było tak kolorowo – sam nie stosuje go częściej niż raz na 3-4 tygodnie, bo jak wszyscy jestem po prostu uzależniony od informacji. Ale gdy już się uda odłączyć zawsze jest to świetna decyzja. Zauważyłem, że bezdyskusyjnie najbardziej odpoczywam po weekendzie, gdzie jestem odcięty od elektroniki, a czas spędzam w naturze, z rodziną lub w gronie znajomych. To jest dla mnie PRAWDZIWY odpoczynek. Od 3 lat też na każdym urlopie jestem całkowicie offline. Po prostu przez kilka-kilkanaście dni telefon służy jedynie do robienia zdjęć. Jest w trybie samolotowym i koniec kropka. To niesamowite jak piękny zaczyna wtedy wydawać się świat.

Pytaniem, które bardzo często sobie zadaje brzmi „Co mogę dziś zrobić aby uczynić świat chociaż odrobinkę lepszym?”. Czasami rodzi to wielkie idee, czasami oczywiście nie przynosi nic. Daje jednak ciekawy bodziec do wykorzystania drzemiącego w nas potencjału w dni, w których jest w nas wiosna i lato.

👎Jaki był Twój największy #fuckup związany ze zdrowiem?

Tylko jeden? Ciężki wybór! Jako, że współpracuję z ludźmi jako dietetyk toteż nigdy nie stosuję w praktyce rzeczy czy metod, których sam nie przetestowałem. Nigdy nie prowadziłbym podopiecznych na diecie ketogenicznej, gdybym nie czuł, że sam zjadłem na niej zęby – nie tylko w teorii, ale też w praktyce.

Mógłbym opowiedzieć tu o wielu fuckupach treningowych czy dietetycznych, ale myślę, że najbardziej wartościowa dla czytelników będzie historia tego, jak dieta ketogeniczna doprowadziła mnie do hipogonadyzmu.

Otóż dziś powtarzam na moich wykładach czy podczas współpracy z pacjentami, że z dietą ketogeniczną jest jak z paliwem nuklearnym. Daje nam niesamowite możliwości, dużo mocy, ale jeżeli zrobimy coś źle i doprowadzimy do tego, że „wybuchnie nam w rękach” to ratuj się kto może. I nie są to ostrzeżenia na wyrost, ponieważ sam siebie za pomocą diety ketogenicznej doprowadziłem do zdrowotnej ruiny i poziomu testosteronu całkowitego niższego niż dolna granica normy laboratoryjnej.

Dlaczego tak się stało? Cóż, był to początek mojej przygody z dietą ketogeniczną, a 4 lata temu dopiero wchodziła ona do naszego kraju. Nie było na jej temat tak wielu informacji jak dziś. Na pewno nie było też mowy o optymalizacji tej diety i dostosowania jej pod swój tryb życia. Więc taka klasyczna dieta ketogeniczna o podaży białka na poziomie 1g na 1kg masy ciała połączona z deficytem kalorycznym oraz sporą ilością aktywności fizycznej skończyła się tzw. uderzeniem w ścianę. Nagły ogromny spadek energii, problemy ze snem, nerwowość, spory regres treningowy no i „wspaniałe” wyniki hormonalne.

Co zrobiłem dalej? Cóż, postanowiłem, że jak się za pomocą ketozy popsułem to i w ten sam sposób się naprawię. Dostosowałem ketozę pod swój styl życia (zwiększyłem kaloryczność diety, znacznie zwiększyłem podaż białka, zmniejszyłem ilość treningów do 3 w tygodniu, rozpocząłem stosowanie TKD, a więc węglowodanów prostych przed treningiem). Jakiś czas później osiągnąłem nad wyraz wysoki jak na moje możliwości poziom testosteronu a z ketozą działam do tej pory. Niemniej tamta sytuacja była dość poważna i gdybym wtedy zrezygnował to na pewno do dziś uważałbym, że dieta ketogeniczna jest do…

📈Jak ustalasz cele związane ze zdrowiem i jak utrzymujesz dyscyplinę? 

Mogę chyba powiedzieć, że jeżeli już raz było się w miejscu, do którego bardzo nie chce się wracać, to motywacja, by trzymać się z dala od tego miejsca jest czymś automatycznym. Byłem w miejscu, gdzie nienawidziłem swojego ciała i to ze wzajemnością. Insulinooporność, przewaga estrogenowa, hipogonadyzm, sylwetka w stylu „skinny fat”, brak energii, dopamina na zerowym poziomie. Gdy już w jakiś sposób wyszedłeś z takiego miejsca nie wrócić tam jest Twoim podstawowym celem. To po prostu walka o być albo nie być.

Mam od dziecka taką wizję, że siedzę na ganku swojego domu, a po podwórku biegają psy i dzieci. I ta wizja jest czymś, co motywuje mnie na każdej płaszczyźnie. Biznesowej, bo przecież za darmo takiego domu z ogrodem nikt mi nie da. Zdrowotnym – bo muszę mieć mnóstwo energii, by dzieci wychować (a nie odchować) i spędzać z nimi masę czasu. Tak samo do wyszkolenia i wybiegania psów energia będzie potrzeba. Nie mogę więc pozwolić sobie na stetryczenie. Później też chcę być dziadkiem, więc nie mam innego wyjścia jak walka o długowieczność za pomocą żywienia i higieny stylu życia.

Na pewno inni mogą nauczyć się NA moich błędach. Opowiadam o nich dużo na kanale YouTube Mateusz Ostręga.

😴W jaki sposób dbasz o prawidłowy sen?

Dbać zaczynam jeszcze za dnia. Aby mój rytm dobowy był jak najmniej zaburzony – staram się kilka razy w trakcie dnia wyjść na naturalne światło. Na urządzeniach elektronicznych mam zainstalowane aplikacje blokujące światło niebieskie, których używam cały dzień. Gdy zachodzi słońce ubieram okulary blokujące światło niebieskie marki EyeShield. Jednocześnie gaszę standardowe światło, a odpalam światło podczerwone. Używam żarówek IR 100W marki Phillips.

Na godzinę przed planowanym snem wyłączam całą elektronikę. Idę pod prysznic (w łazience również jest żarówka IR), a następnie w sypialni przy czerwonym świetle czytam zwykłą, papierową książkę. Zwykle jakąś bardzo nieambitną. Tzn. jakiś kryminał, fantastykę, etc. Wieczór to czas na całkowity odpoczynek. O 22 programator wyłącza światło w sypialni. Zanim to zrobi przyjmuję 400mg cytrynianu magnezu oraz ok. 18mg CBD (marka Kanaste). Zakładam opaskę na oczy, poduszkę spryskuję sprayem z lawendą i idę spać.

Gdzie Cię znajdę?

5 KOMENTARZE

  1. Czy NALT można wypróbować na sobie z ciekawości, czy raczej nie można “bawić się” tym suplementem? Czy nieodpowiednie zastosowanie NALT może wywołać skutek odwrotny, czyli np. depresję?

    • NALT jest z mojej praktyki dość bezpieczny. Jest prekursorem do dopaminy i to nie bezpośrednim, bo potem jest jeszcze L-DOPA (której stosowanie swoją drogą odradzam właśnie dlatego, że jest bezpośrednim prekursorem dopaminy).

      Jedyne zagrożenie jakie widzę, to jeżeli masz depresję wywołaną niskim poziomem serotoniny. Dopamina i serotonina działają trochę na zasadzie przeciwwagi, więc nadmiar jednego obniża drugie. W takiej sytuacji efekty mogę być odwrotne do zamierzonych. Warto zrobić chociażby test bravermana, który idealnym narzędziem nie jest, ale może dobrze ukazać skrajne wyniki. 🙂

DODAJ KOMENTARZ

Wpisz swój komentarz
Mam na imię...